środa, 28 września 2016

Pocztówka z portugalskich wakacji - Lagos


Z Lizbony do Lagos dojechaliśmy pociągiem. Przywitało nas senne miasteczko i choć to całkiem popularny resort turystyczny to z dala od miejskich rozrywek trwaliśmy ponad tydzień w takim sielskim klimacie.





































środa, 21 września 2016

Portugalskie wakacje - Lizbona


Przed wyjazdem byłam pewna, że to Porto rzuci mnie na kolana. Jednak dziś najlepiej wspominam Lizbonę. Był to zachwyt od pierwszego wejrzenia. Z Porto do Lizbony przyjechaliśmy pociągiem, zresztą był to nasz główny środek transportu po Portugalii. Także tym razem okazało się,że trafiłam z wyborem apartamentu i nawet nie chodzi o to, że był wyjątkowo przestronny, a raczej o jego lokalizację. W Lizbonie było gorąco. 5 dni to zdecydowanie za mało na to miasto, ratowała nas właśnie wspomniana lokalizacja w dzielnicy Baixa, pomiędzy Alfamą, Chiado i oceanem. Wszystkie drogi w wybranych kierunkach prowadziły właśnie przez naszą ulice, więc staraliśmy się stosować do pór sjesty, której istnienia w Lizbonie w ogóle nie odnotowałam :) Tuz przy niej zatrzymywał się słynny żółty tramwaj 28.



















































piątek, 16 września 2016

Wakacje w kolorze blue - Porto




Zacznę od tego, że wychodzę z założenia,iż wakacje są dla wszystkich członków rodziny, nie tylko dla dzieci. Portugalia znajdowała się w mojej pierwszej piątce wakacyjnej ale, gdzieś między 3 a 5 miejscem. Zostałam przegłosowana 1:3.Pomyślałam,że skoro Hania znajduje się w najlepszej swojej życiowej formie, a nigdy nie wiadomo ile to potrwa to czemu nie, wygrzejmy się gdzieś w piaskach południa. Postawiłam jednak warunki- nie ograniczymy się do jednego regionu ( czyt. plażing w Algavre) ale zobaczymy jeszcze przynajmniej dwa miejsca i nikt nie wrobi mnie w bycie szoferem, wszak ja będę degustować ( portugalskie wina to jedne z moich ulubionych)! Apartament hotelowy w Lagos zabukowaliśmy jeszcze w pierwszej połowie kwietnia. Dopiero potem kupiliśmy bilety lotnicze a na sam koniec bukowaliśmy apartamenty w Porto i Lizbonie, choć to właśnie tam zaczynaliśmy pobyt. Apartament W Porto skusił mnie olbrzymim posterem ze składu wina Sandemana. Okazał się świetnie położony, parę kroków od Mercado do Bolhao i capela das Almas. Na naszej ulicy znajdowała się genialna knajpka z pysznymi rybami i wspaniałym winem. Nasze dzieci okazały się najlepszymi kompanami w podróży. Włóczyły się z nami uliczkami starego Porto do późna a potem odsypiały do bardzo przyzwoitych godzin południowych by po leniwym śniadaniu móc znów wyruszyć w uliczki wypełnione przepięknymi azulejos. Jeśli, chodzi o samo zwiedzanie nie wyszliśmy raczej poza to co oferują cienkie przewodniki po Porto. Oczywiście wyruszyliśmy w rejs po rzece Douro by podziwiać zawieszone nad nią mosty i stare kamienice okalające oba brzegi Ribeiry. Z okien podniebnych gondolek podglądaliśmy panoramę nabrzeża i składów wina. To właśnie z okolic doliny Douro pochodzi najpyszniejsze vinho verde, idealne w te późno czerwcowe dni. Ale najwiecej chodziliśmy, a ja przez większość czasu narzekałam. Na zapach podpałki do grila - które wystawione na głównych i mniej głównych uliczkach miasta były co kilka kroków, (trafiliśmy na noc świętojańską) i moczu w wąskich uliczkach - olbrzymia ilość turystów i świętujących mieszkańców. Ale najbardziej narzekałam na brak poszanowania historii. Trudno było mi wybaczyć totalny brak zainteresowania własnym dziedzictwem. Przepiękne kamienice z cudownymi dekorami, wyłożone przepięknymi azulejos straszyły pustką i ruderą. Pozostawione same sobie na oczach tak chętne odwiedzających je turystów. Przecież turysta= pieniądz= remont miasta. Potrzebowałam czasu, by nabrać dystansu. Dziś wspominam te cudowne kamienice i piękne azulejos z rozrzewnieniem, ale w zestawieniu Porto/Lizbona zdecydowanie wygrywa stolica.