poniedziałek, 13 grudnia 2010

Gdy jasność w ciemnościach błądzi...

Dziś święto światła. Rankiem Julia wzieła udział w szkolnym przedstawieniu Santa Lucia,grając rolę imbirowego ciasteczka. 29 lat temu mnniej więcej o podobnej porze, gdy w telewizji pojawiał się kogutek zwiasujący teleranek, zamiast niego rozsiadła się wrona, a na ulice na przeciw ludziom wyjechały czołgi. Dla dziecka rzecz niepojęta. Wychodząc z założenia, że pierwszy kontakt z historią własnego kraju dziecko powinno mieć we własnym domu, postanowiłam roku temu kupić książkę "Wroniec"Jacka Dukaja. Wydanie książki było głośnym wydarzeniem, jednak w naszym przypadku zabranie się za ten temat wówczas, okazało się falstartem. Wróciłyśmy, a włąściwie Julia wróciła w tym roku. Książka utrzymana jest w stylu since fiction i dlatego choć początkowo próbowałam tłumaczyć kim byli np. Milipanci, odstąpiłam. Teraz w każdej wolnej chwili J. wraca do lektury z wypiekami na twarzy, a ja dopiero na samym końcu być może wyjaśnie jej, że tak było naprawdę. A co o samej książce? Głównym bohaterem jest Adaś, któremu śni się tajemniczy Wroniec i który porywa mu całą rodzinę. Chłopiec wspólnie z sąsiadem Janem Betonem wyrusza, by ich uwolnić, próbując po drodze samemu odnaleźć się w szarym świecie Milipantów z MOMO, szpiczastych Szpicli czy Bubeków. Czytając "Wroniec" nie sposób nie poczuć klimatu z prozy Lewisa Carrola. We "Wrońcu na uwagę zasługują też wspaniałe ilustracje Jakuba Jabłońskiego. Na koniec dodam tylko, że książka wyszła w formie audibooka, czytanego przez Jana Peszka,a obie pozycje uzupełnia gra planszowa.




A na deser coś znacznie lżejszego. Zielone pomarańcze czyli PRL dla dzieci Anety Górnickiej - Boratyńskiej w opracowaniu graficznym Bohdana Butenko. Książka zadedykowana dzieciom autorki, dopytującym się jak to było gdy mama była mała. Więc usłyszeli o dzieciństwie choć wpisanym w szare tło to jednak całkiem szczęśliwym, o życiu podwórkowym, o zbieraniu historyjek z gum do żucia Donald, o wyrobach czekoladopodobnych, o kultowych Relaxach i Pewexie, i wielu, wielu innych. Świetne, połyka się w mgnieniu oka.


6 komentarzy:

  1. Bedąc przy lekkich klimatach z wielką chęcią przejrzałabym sobie drugą ksiażeczkę i trochę się pośmiała. Chociaż ja to wszystko pamiętam, zwłaszcza te donaldy ;)Muszę ją nabyć.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja te czasy bardzo dobrze pamietam ale takie ksiazki tez bym chciala miec, bardzo fajne... jak bede w Polsce to poszukam...

    Pozdrawiam cieplutko i dziekuje za zyczenia, szczegolnie to z jemiola... :-) M

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie niedawno oglądałam jakiś program, w którym Janina Ochojska wypowiadała się o tej książce, ponieważ część pieniążków z jej sprzedaży jest przeznaczana na cele PAH. I wspominali tam właśnie historyjki z Donaldów, do dziś pamiętam zapach tych gum i historyjek:-), czemu nie ma ich już w sprzedaży?;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo dokładnie wybierasz książki dla dzieci..... to wspaniałe jakie są to pozycje i że przemycają historie... wstyd się przyznać ale nie miałam pojęcia o ich istnieniu... wiem, wiem że nie mam ku temu powodu ale mimo wszystko....
    A mnie mama karmiła baśniami Andersena i braci Grimm, ale były to rozszerzone formy , a nie te najprostrze, miały więcej tekstu i bardzo mało obrazku. Jak się później przyznała czytając je nam, bardzo lubiła je też czytać dla siebie.... a ja wciąż je pamiętam i lubię do nich wracać pamięcią, myślami. Także czytanie dla dzieci jest bardzo, bardzo istotne... kształtuje....
    Później sama się karmiłam Anią z Zielonego Wzgórza oraz Dziećmi z Bullerbyn a co najważniejsze całą Jeżycjądą. Najbardziej uwielbiałam te pierwsze części np. Kwiat kalafiora ona dawały mi obraz wcześniejszych czasów. Cóż kto wie jakim byłabym tera człowiekiem gdyby nie Małgorzata Musierowicz...:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Przypomniałam sobie coś. Gdy pierwszy raz w starej bibliotece wpadła mi do rąk książka Musierowicz, wiedziałam ze muszę przeczytać wszystkie....
    Pamiętam, że w wakacje u mojej babci zawsze mi się nudziło a rozwiązaniem były książki i kiedy inne dzieci się bawiły ja czytałam i żyłam światem moich bohaterów....
    Myślę, że moją mamę to denerwowało bo było jej wstyd przed jej siostrą i jej synem który ciągle gdzieś biegał z kolegami z sąsiedztwa i moim bratem... jak to chłopiec....
    Ale ja miałam już swój świat.
    Wiem, że bywa różnie a wręcz skrajnie. Moja koleżanka która również uwielbiała Jeżycjadę wspominała kiedyś, że nie była to miłość od pierwszego wejrzenia, a kiedy mama chciał ją do nich przekonać ona zupełnie tego nie czuła... myślę, że chodzi też o czytanie dla dzieci to takie nudne. Więc mama sadzała ja na fotelu i czytała jej codziennie na głos jakiś fragment tekstu aż dziewczyna się wciągnęła i sama zaczęła wręcz zżerać książki....
    jak widać są różne sposoby....

    OdpowiedzUsuń
  6. Budzisz wspomnienia :) wbrew szarości tamtych czasów faktycznie radosne :)

    OdpowiedzUsuń