sobota, 11 grudnia 2010

Read or not to read?

Czyli czytanie nie ciąży! Jednym ze stałych punktów, które zaliczam zawsze przed wyjazdem z Polski jest wyprawa do Empiku w celu zabezpieczenia sobie lektury na długie szwedzkie wieczory. I tym razem mój bagaż podręczny ciążył niemiłosiernie. Nie sądziłam, że to powiem - O dzięki ci Rayanair za ograniczenie do 10 kg. Skorzystała też starsza córka, która oprócz 2 nowych książek dostała pisemko, o którym dzisiaj ( magazynu Milk nie liczę, bo choć tematyka dotyczy bardziej cacanych to nie ma co ukrywać - mama spełniła własną fanaberię). A wspomniane czasopismo to Bluszczyk. Pierwszy numer ukazał się właśnie w grudniu. Choć to nie do końca tak- pierwszy - w wydaniu własnym, oddzielnym, bowiem jeszcze do niedawna był on przeznaczonym dla najmłodszych dodatkiem do głównego wydania Bluszcza. Bluszczyk jest pismem literackim, przeznaczonym do samodzielnego czytania (duża czcionka) jak i poczytywania dzieciakom. W przeciwieństwie do swojego poprzednika zawiera także treści odpowiednie dla dzieci wczesnoszkolnych. Znajdziecie tu konkursy, zagadki, dział z polecanymi pozycjami czytelniczymi dla dzieci, i stałą rubrykę "Przygody Gapiszonka". Myślę, że stanowi fajną alternatywę dla plastikowo różowych gazetek i niesie szansę na ominięcie przez nasze pociechy pisemek typu Bravo w wieku nastoletnim.


2 komentarze:

  1. Fajne :) też jestem zwolenniczką tradycyjnych pisemek i książek chociaż obawiam się, że ducha czasów obecnych powstrzymać nie damy rady ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wydaje się idealnym tym bardziej, że Bluszcz dla dorosłych, to też ambitna alternatywa.

    OdpowiedzUsuń