wtorek, 21 grudnia 2010

Christmas Wish List

Uwielbiam Muji za ich filozofie prostoty i stylistycznego minimalizmu oraz "bezmarkowość", która stała się paradoksalnie synonimem marki skupiającej produkty wysokokiej jakości. Nie mogło więc ich zabraknąć na świątecznej liście życzeń. Dziś drewniane zestawy dla małych globtroterów,

chcących poznać Nowy Jork, Paryż czy Włochy, a także Londyn, Tokio, czy Niemcy


preferujących podróże koleją lub samolotem...



i dla tradycjonalistów, dla których najpiękniejsze święta są tam gdzie ich dom.



Wszystie zestawy dostępne na muji.com.pl

poniedziałek, 20 grudnia 2010

czwartek, 16 grudnia 2010

Gifts and inspiration not only for Christmas

Dzisiaj post dziękczynny:) A komu? A za co?
A magazynowi "Nie tylko dzieciaki" . Większość z Was pewnie świetnie go zna, a tym którzy jeszcze nie mieli tej przyjemności szczerze polecam. To pierwszy magazyn o tematyce dziecięcej ukazujący się w wersji on line – tyle oficjalnie. Za co ja go lubie? Po pierwsze idealnie wpasowuje się w mój gust, często znajduję tam rzeczy do których sama wzdycham, ale jeszcze częściej jest dla mnie po prostu inspiracją i kopalnią pomysłów. Po drugie ma ładną szate graficzną, dzięki czemu przyjemnie się go ogląda i wygodną nawigację, dzięki czemu ja czytelnik korzystający z 13 calowego monitora nie mam najmniejszych trudności. A po trzecie – i tu dochodzimy do punktu kulminacyjnego - ma fajne pozycje angażujące swoich czytelników jak np. konkursy. I własnie w takim konkursie było nam dane nie tylko wziąść udział, ale też być jednym z laureatów. Konkurs organizowany był razem z firmą Rice, producentem wysokiej jakości zabawek i artykułów dla dzieci. Właśnie niedawno odebrałam w imieniu laureatki nagrodę - przepięknego nosorożca, który od razu skradł moje serce. Hania aktualnie jest na etapie oswajania – podchodzi, głaszcze czule zwierzaka po uszach, dotyka rogi i się wycofuje, żeby po kilku chwilach do niego powrócić. I w tym oto miejscu chciałabym oficjalnie i osobiście podziękować "Nie tylko dzieciakom" za wygraną, za nagrodę i za inspiracje, rzecz jasna bardzo, bardzo gorąco.









poniedziałek, 13 grudnia 2010

Gdy jasność w ciemnościach błądzi...

Dziś święto światła. Rankiem Julia wzieła udział w szkolnym przedstawieniu Santa Lucia,grając rolę imbirowego ciasteczka. 29 lat temu mnniej więcej o podobnej porze, gdy w telewizji pojawiał się kogutek zwiasujący teleranek, zamiast niego rozsiadła się wrona, a na ulice na przeciw ludziom wyjechały czołgi. Dla dziecka rzecz niepojęta. Wychodząc z założenia, że pierwszy kontakt z historią własnego kraju dziecko powinno mieć we własnym domu, postanowiłam roku temu kupić książkę "Wroniec"Jacka Dukaja. Wydanie książki było głośnym wydarzeniem, jednak w naszym przypadku zabranie się za ten temat wówczas, okazało się falstartem. Wróciłyśmy, a włąściwie Julia wróciła w tym roku. Książka utrzymana jest w stylu since fiction i dlatego choć początkowo próbowałam tłumaczyć kim byli np. Milipanci, odstąpiłam. Teraz w każdej wolnej chwili J. wraca do lektury z wypiekami na twarzy, a ja dopiero na samym końcu być może wyjaśnie jej, że tak było naprawdę. A co o samej książce? Głównym bohaterem jest Adaś, któremu śni się tajemniczy Wroniec i który porywa mu całą rodzinę. Chłopiec wspólnie z sąsiadem Janem Betonem wyrusza, by ich uwolnić, próbując po drodze samemu odnaleźć się w szarym świecie Milipantów z MOMO, szpiczastych Szpicli czy Bubeków. Czytając "Wroniec" nie sposób nie poczuć klimatu z prozy Lewisa Carrola. We "Wrońcu na uwagę zasługują też wspaniałe ilustracje Jakuba Jabłońskiego. Na koniec dodam tylko, że książka wyszła w formie audibooka, czytanego przez Jana Peszka,a obie pozycje uzupełnia gra planszowa.




A na deser coś znacznie lżejszego. Zielone pomarańcze czyli PRL dla dzieci Anety Górnickiej - Boratyńskiej w opracowaniu graficznym Bohdana Butenko. Książka zadedykowana dzieciom autorki, dopytującym się jak to było gdy mama była mała. Więc usłyszeli o dzieciństwie choć wpisanym w szare tło to jednak całkiem szczęśliwym, o życiu podwórkowym, o zbieraniu historyjek z gum do żucia Donald, o wyrobach czekoladopodobnych, o kultowych Relaxach i Pewexie, i wielu, wielu innych. Świetne, połyka się w mgnieniu oka.


niedziela, 12 grudnia 2010

Rocking chair czyli bujaj się dziecinko!

Znalazłam. Cudeńko. Oto on





pokoik też całkiem milutki.....



młodszej cacanej wzrok utkwił jednak na tym czerwonym zestawie



a ja całość znalazłam dzięki tej miseczce, która zachwyciłam się na stronie serwisu eGotuj.pl (szukając już przepisów na świateczne potrawy) i która to jest do wygrania w konkursie w zamian za wrzucenie przepisów; paradoksalnie szukając chyba sama coś napiszę:)



A i najważniejsze sprawcą całego zamieszania jest firma Basander Lundin

sobota, 11 grudnia 2010

Read or not to read?

Czyli czytanie nie ciąży! Jednym ze stałych punktów, które zaliczam zawsze przed wyjazdem z Polski jest wyprawa do Empiku w celu zabezpieczenia sobie lektury na długie szwedzkie wieczory. I tym razem mój bagaż podręczny ciążył niemiłosiernie. Nie sądziłam, że to powiem - O dzięki ci Rayanair za ograniczenie do 10 kg. Skorzystała też starsza córka, która oprócz 2 nowych książek dostała pisemko, o którym dzisiaj ( magazynu Milk nie liczę, bo choć tematyka dotyczy bardziej cacanych to nie ma co ukrywać - mama spełniła własną fanaberię). A wspomniane czasopismo to Bluszczyk. Pierwszy numer ukazał się właśnie w grudniu. Choć to nie do końca tak- pierwszy - w wydaniu własnym, oddzielnym, bowiem jeszcze do niedawna był on przeznaczonym dla najmłodszych dodatkiem do głównego wydania Bluszcza. Bluszczyk jest pismem literackim, przeznaczonym do samodzielnego czytania (duża czcionka) jak i poczytywania dzieciakom. W przeciwieństwie do swojego poprzednika zawiera także treści odpowiednie dla dzieci wczesnoszkolnych. Znajdziecie tu konkursy, zagadki, dział z polecanymi pozycjami czytelniczymi dla dzieci, i stałą rubrykę "Przygody Gapiszonka". Myślę, że stanowi fajną alternatywę dla plastikowo różowych gazetek i niesie szansę na ominięcie przez nasze pociechy pisemek typu Bravo w wieku nastoletnim.


poniedziałek, 6 grudnia 2010

Santa Claus is coming to town

Taak, to był dzień pełen emocji. Tak jak rodzice przpuszczali św. Mikołaj uznał, że obie cacane córeczki były w tym roku bardzo grzeczne, bo obie zaraz po przebudzeniu ujrzały pozostawione przez niego przy łóżku prezenty. Starsza cacna była bardzo szczęśliwa, gdyż Mikołaj w tym roku spełnił większą część spisanych w liście pozycji. Młodsza cacana która nie ma jeszcze sprecyzowanych życzeń też wydawała się być wyjątkowo zachwycona. Na szczególną uwagę zasługiwały jednak opakowania, w których Mikołaj pozostawił podarki - piękne kuferki. Zachwycona mama postanowiła poszukać czegoś więcej na ten temat i znalazła. Choć w dobrych sklepach bez trudu możemy znaleźć rożnorakie walizeczki, skrzyneczki i pudełeczka to te maja jednak pewną wyjątkową cechę. Zostały zrobione przez mamy dzieci niepełnosprawnych, mieszkających w Rosji. Niestety ciągle powszechna bieda i niska świadomość wśród mieszkańców byłych terenów Związku Radzieckiego sprawia, że niepełnosprawne dzieci częściej niż gdziekolwiek indziej trafiają do sierocińców. Aby zapobiec temu zjawisku został stworzony specjalny program Fair Play, którego podstawowym celem jest zapewnienie wsparcia mamom takich dzieci. Dzięki niemu, mogą one pozostać w domach ze swoimi dzieciakami, nie tracąc jednak tak potrzebnego żródła dochodu. Program obejmuje też wsparcie emocjonalne, kobiety objete programem spotykają się, wymieniają swoim doświadczeniem, uzyskują pomoc psychologiczną. Wększość produkcji pochodzi z St Ptersburga, a dostępna jest do kupienia w sklepach Kalika. Ręcznie robione zabawki są dopracowane w każdym szczególe. Więcej o projekcie możecie się dowiedzieć na stronie www.eii.ru , a o sklepie www. kalikatoys.com
Kiedy opowiedziałam historię o pochodzeniu kuferków mojej starszej córce, rezolutnie stwierdziła, że nie ma wątpliwości, kuferki muszą być zaczarowane szczęściem, gdyż jednym ruchem nasz ulubiony Świety uszczęśliwił co najmniej dwie rodziny mieszkające w miejscach, w których jest teraz bardzo zimno - naszą w Szwecji i drugą gdzieś daleko w Rosji:)) Po prostu Magia. Cieszymy sie zatem z przybycia Swietego Mikołaja, bo on czy w reniferowym zaprzęgu czy jako prawdziwy Saint Nicholas o lasce zawsze przynosi nam radość i dobro.

Dziś tylko kuferki, ale do sklepu obiecuję jeszcze powrócić :)














niedziela, 5 grudnia 2010

Rudolph The Red Nosed Reindeer

5 grudnia. Wigilia dnia Świętego Mikołaja. Już jutro do domów grzecznych dzieci i grzecznych dorosłych zawita przemiły starszy pan z siwą brodą, po to aby przyniesć im worek prezentów i radości. Zimową porą to właśnie on jest najbardziej wyczekiwanym przez dzieci gościem. Przybywa ze swej śnieżnej krainy w reniferowym zaprzęgu. Lecz dawno, dawno temu o mały włos tej pięknej tradycji nie stało by się zadość. Sytuację uratował mały reniferek z czerwonym noskiem ,dzieki czemu Mikołaj na czas zdążył do każdego z nas. Oczywiście wszyscy znamy tę historię o Rudolfie Czerwononosym Reniferze i wiemy jak wiele mu zawdzięczamy. Ja wiem, moje córki też. Bajkę o Rudolfie oglądamy w okresie świątecznym kilkakrotnie, zdarzało się kilkakrotnie w ciagu jednego dnia:) Ot taki mały świrek :) Gdy rok temu przeprowadziłam się do Szwecji, przeżyłam zawód, gdy okazało się, że renifery w stanie wolnym nie biegają tu po chodnikach i bardzo szybko wybrałam się na spotkanie z tymi cudownymi zwierzętami do Djurgarden. Pamietam też, że gdy mała Gerda wybrała się w poszukiwania Kaja zmierzając do pałacu Królowej Śniegu, na swoim grzbiecie, pędząc co tchu zawiózł ja tam właśnie renifer Małej Rozbójniczki. Czy można ich zatem nie uwielbiać?? A więc dzisiejśzy dzień 5 grudnia ogłaszam Dniem Renifera!

U nas łosie i renifery w postaciach przeróżnych - metalowe, pluszowe, bujane i drewniane a i to nie wszystko :). Popatrzcie sami :)

The Eve of Santa Claus on the 5th of December. Tomorrow the houses well-behaved children and adults will visit a lovable elderly gentleman with a gray beard, in order to bring them a sack of presents and joy. In winter, he is the most eagerly awaited guest by all children and some parents. It comes from the depths of his land by reindeer cart. But long, long time ago about by the skin of one's teeth, the beautiful tradition that has not been done. The situation was saved with a little red nose reindeer, so Santa Claus had time for all of us. Of course, we all know the story of Rudolph the reindeer Rednose and we know how much we owe to him. I know it, my daughters too. We watch the story about Rudolph at Christmas several times, even several times in one day. A year ago when I moved to Sweden, I was really dissapointed when it became clear to me that the free reindeers do not run on sidewalks here. So I went to Djurgarden to meet these wonderful animals. I also remember when little Gerda was searching for Kaja, approaching at the Snow Queen's palace on little robber-girl's back. Can they therefore not to be praised? So hereby the 5th of December I would like to announce as Reindeer Day !









Mobile oraz reniferowe pluszaki Pentik


łoś na biegunach - oczywiście Ikea