środa, 16 lutego 2011

Aaaaa.....psik!!!!!!

Sama sie dziwie, że tematyka łatwa lekka i przyjemna, która tu królowała ustąpiła miejsca tej mniej kololorowej. Ale cóż taki czas - rozliczeń podatkowych i infekcji. Po marnych zapowiedziach wiosny wróciła zima. Na całej połaci śnieg, a słupek rtęci zatrzymał się na - 15 stopniach. Ze spacerków w tej piękenej sceneri raczej nici, choć tu w Szwecji mówi się, że nie ma złej pogody, są tylko źle dobrane ubrania. I zasadniczo zgadzam się z takim podejsciem, tyle że wraz z zimą wrócił brzydki kaszel. W drogach oddechowych mojego dziecka gra prawdziwa orkiestra symfoniczna, niestety wszystkie "4 Pory roku" na raz. Ale mamy i na to sposoby. Na katarek najlepiej u nas sprawdza sie "Katarek"- aspirator do nosa, podłączany do odkurzacza. Wiem, brzmi brutalnie, ale w cale tak nie jest. Po złych doświadczeniach z różnymi gruszkami czy fridą okazał się prawdziwym wybawieniem. Jest tak skonstruowany, że siła ssąca redukuje się w taki sposób by nie zrobić krzywdy małemu noskowi, natomiast bardzo szybko i skutecznie katar wyciąga. Przy samym katarze dużo spacerujemy, śluzówki nosa łatwiej się obkurczają i dziecku znaczenie lepiej się oddycha. Z kaszlem jest już gorzej. Rok temu kupiłam inhalator z nebulizatorem włoskiej firmy Medel i to on jest bohaterm dzisiejszego postu.




Mebby nebulbaby z linii MEBBY love & health jest inhalatorem pneumatycznym tłokowym do terapii aerozolowej, dzięki któremu można łatwo podać każdy lek. Wyposażony jest w efektywny nebulizator, zwiększający skuteczność terapi i zaprojektowany z myślą o dzieciach, które boją się inhalacji. Ma forme zabawki - pingwinka, dzięki czemu Hania podchodzi do niego za każym razem z zainteresowaniem, a nie strachem. Łatwy do utrzymania w czystości. Długi przewód pozwala na swobodne podawanie leku nawet bardzo ruchliwym dzieciom. Do zestawu dołączone były dwie maseczki - dziecięca i dorosła, całość spakowana w wygodną torbę, dzięki czemu może z nami wygodnie podróżować. Zdarzyło nam się nawet, mając go w bagażu podręcznym, (bo limit 15 kg dla podrózujących z niemowlętami to jakieś nieporozumienie) że podczas kontroli bezpieczenstwa na lotnisku, pani sprawdzająca obejrzała go dokładnie i zapisała model :)
Inhalator sprawdza się genialnie (odpukać!), przy małych kaszelkach wystrcza zwykła sól fizjologiczna, przy tych gorszych wkraplamy lekarstwo przepisane przez pania doktor i póki co udało nam się jeszcze uniknąć antybiotyku (tfu tfu, tfu, na psa urok, odpukać!!!).


A to z dedykacją dla wszystkich pociągających noskiem nieboraków :)

3 komentarze:

  1. Łączymy sie w katarkowym "bólu" :-)

    Z tego co piszesz to warto zainwestować w taki inhalator, najbardziej przekonuje mnie to, że obywa się u Was bez antybiotyków.

    Mój młodszy synek (rok i 2 miesiące) co rusz coś łapie, a kaszel dokucza mu bardzo :-( Narazie faszerują go lekarze antybiotykami :-(

    Pozdrawiam i życzę zdrowia :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Życzymy zdrowia! U nas na razie jedyny wirus jaki się pojawił zaatakował komputer, ale już się z nim uporałyśmy i nawet udało się odpisać na maila (bezzakażeniowo). Pozdrawiamy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Powrotu do zdrowia życzę...
    U mnie też kaszelkowo i katarkowo... ech ta pogoda ...
    Cieplutkie pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń