piątek, 9 września 2011

Destination: Gotland

Korzystając z pieknej pogody ostatniego weekendu sierpnia postanowilismy ruszyć w nieznane. Kierując się własnym poczuciem sprawiedliwości, że o to dzieci w Polsce maja jeszcze wakacje, a Starsza Cacana już od 2 tygodni, co rano wyrusza do szkoły gdzieś w obcym kraju, postanowiliśmy zrobić jej małe wagary i mundurek zamienić na kostium kąpielowy. Krótko mówiąc przedłużyliśmy sobie troszeczkę weekend. Wybraliśmy się na Gotlandię. Wyspa Bogów, leżąca na najpiękniejszym morzu Świata - Bałtyku. Złośliwość podpowiada, że tyle jeśli chodzi o piękno. Ale to nieprawda :). Fakty są takie: pięknie było, ale najpiękniejsze i tak jest polskie wybrzeże - bo jest i koniec. Właściwie tylko podróż była koszmarem. Na Gotlandię można dostać się samolotem, my wybraliśmy prom. Prom kursuje kilka razy dziennie z miasteczka Nynashamn, okolo 50 km od Sztokholmu do Visby. Odległość około 150 km pokonuje w 3h. Podobno to szybko, bo kiedyś pływał o zgrozo 12h!. Obsługuje tę trasę wielkie bydle, które oprócz ludzi przewozi wszystko inne, zwierzęta, rowery, motocykle, tiry. Jest na nim wszystko co przydatne, kino, za odpowiednią opłata własna kajuta, czy miejsca nieznacznie wyciszone, gdyż najobszerniejszą część stanowi wielka sala ze stolikami i barem. Są też miejsca przeznaczone dla dzieci- pokój z filmami i bawialnia. I tu dochodzimy do sedna. Hania, którą ominęła drzemka, nie dała się ani uśpić ani w żaden inny sposób okiełznać. Pierwszy raz widziałm moje dziecko w takiej akcji. Bawialnie postanowila przemeblować, przenosząc stoliki i krzesla, nie bacząc co taranuje po drodze. Zabierała zabawki innym dzieciom, a z góry upatrzonej pozycji w żadnym razie nie chciała opuścić. Najdelikatniejsze próby tłumaczenia spotykały się ze stanowczym oporem i głośnym wrzaskiem. W jednej chwili myślałam, że zapadnę się pod ziemię, a w drugiej już musiałam łapać wyginające się w ataku szału małe ciałko. Koszmar! W drodze powrotnej zastosowaliśmy bardzo niewychowawczą metodę spychologii i bardzo wychowawczą nauke ciężkiego zarabiania pięniędzy. Na 3 godziny starsza siostra po raz pierwszy została babysitter. Efekt: zadowolone dzieci i uśmiechnięta mama, która przy kawie z mlekiem pierwszy raz oglądała zdjęcia z podróży.
Gdy zjechaliśmy z promu koszmar wrócił. Visby to średniowieczne miasteczko z uroczymi wąskimi uliczkami. Na jednej z takich uliczek znajdowało się nasze mieszkanie. GPS prowadził. Gdzie po średniowiecznych uliczkach w ścisłym centrum turyści wjeżdżają samochodami? No gdzie??? Mój mózg ciągle podpowiadał mi to pytanie, a ja kierowca z 15 letnim stażem wyszukiwałam znaku zakazu. Jakże chciałam go znaleźć. Czułam, że jeszcze chwila i wysiądę, trzasnę drzwiami i pójdę płakać, gdy spotykałam wzrok pieszych turystów na tych wąskich uliczkach prowadzących pod górę, patrzących na obcą rejestracje i uśmiechających sie do mnie. Szczęście i piękno zaczęłam dostrzegać dopiero w momencie, gdy odpowiednio zaparkowałam samochód.



Zawsze urzekały mnie miejsca gdzie skały spotykaja się z morzem. Högklint jak wskazuje nazwa to wysoki klif. Konkretnie 48m. Choć w dół prowadzą doskonale utrzymane schody nie spotkaliśmy nikogo. W tamtej chwili bezcenne. Nawet młodsza cacana w całkowitym spokoju patrzyła w dal.





Gdy spacerowaliśmy przyportową plażą w Visby morze kilkakrotnie zmieniło kolor tego wieczoru.



Gotlandia to najbardziej nasłoneczniona wyspa w Szwecji. Nic dziwnego, że w okresie wakacyjnym przeżywa prawdziwą inwazję turystów. Przyjechaliśmy w najlepszym momencie, kiedy miasto opustoszało....



Ciepły blask słońca okalał wąskie uliczki, po których cudnie było błądzić, co rusz ciesząc oko drobnym detalem, krzakiem róży, ozdobnymi okiennicami, zatrzymując się żeby znaleźć miejsce, z którego będzie widać wielką wodę.

















Ale to nie Visby podczas tamtej podróży rzuciło mnie na kolana. A co ? O tym w następnej części, w której obiecuję słowa zredukować do minimum. :)

7 komentarzy:

  1. Nie redukuj bo fajnie piszesz :-)
    Pierwsze zdjęcie jest wspaniałe. A to z fioletowym morzem tak jakoś od razu Szwecję na myśl przywiodło?
    Wszystkie zdjęcia piękne. A Bałtyk - najcudniejsze morze świata !!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla takich widoków i zdjęć ;-) warto było znieść te małe utrudnienia podróży :-), pięknie.

    OdpowiedzUsuń
  3. piekne fioletowe zdjęcie! niesamowite :) ciesze się , że zapiekanka smakowała dziewczynkom :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetne zdjęcia! Chciałoby się tam być teraz! Zazdroszczę wycieczki. :-)Bardzo lubię nazwę "Gotlandia". :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Śliczne widoki :) Mieliście fajną wyprawę, wprost na zakończenie wakacji :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. piekne fotki :)

    ja mam tak na poczatku lipca kiedy to dzieci w Polsce JUZ maja wakacje a moja w mundurku ma jeszcze miesiac szkoly. I choc 6 tygodniowe wakacje mi sie podobaja to tez czasem robie jej wagary i zabieram w nieznane.. Gotlandia jest piekna :)

    OdpowiedzUsuń
  7. przepiękna impresja - pięknie oddałaś klimat Waszego wypadu, achhhh! zrobiłaś apetyt na więcej :)

    OdpowiedzUsuń