poniedziałek, 19 grudnia 2011

Gifts and inspiration not only for Christmas part 3


Szmaciana lala, ulubiona zabawka małych dziewczynek. Najlepsza do tulenia, spania i podróżowania. Na świecie przeżywa wielki come back. Francuskie i skandynawskie firmy zwłaszcza duńskie zarabiają krocie na tekstylnym interesie. Ale żeby nie było: cudze chawialicie swego nie znacie, polecamy przedświątecznie 3 konkretne adresy - nasze rodzime. Wszystkie wykonane z wielką dbałościa o szczegół, niezniszczalene ( przetestowane przez Pannę Niszczącą Wszystko). Ukochane, słodkie, urocze i z tą przewagą, że do dziecięcego plecaczka nabitego wszystkim co potrzebne zmieszcza się zawsze. A i przede wszystkim - budżet Aniołka, Gwiazdki czy Mikołaja z pewnością to wytrzyma :)







Na początek Miszkomaszki. Lalki obracanki. My jesteśmy szczęśliwymi posiadaczkami Anieli. Aniela znana jest ze zmiennosci nastrojów. Czasem domatorka tuli sie do dziecięcia,w kraciastej sukni z fartuszkiem podpowiada pomysly na kulinarne szalenstwa, czasem niczym Josephine Baker przyodziana w różwą suknię, tanecznym krokiem zaprasza na jazzowe potańcówki.





Następnie w skromnym anturażu przyszedł do nas czerwony Kapturek z Kalimby, początkowo niedoceniony, teraz zajmuje honorowe miejsce na herbacianych przyjęciach wydawanych przez Hanię.





Jeśli ząś chodzi o elegancję to nikt tak nie zadaje szyku jak Kornelia i jej siostry wprost z Magicznej Fabryki. Ach te geny! Oto i one. Voila!




4 komentarze:

  1. Czerwonego kapturka kupiłam dziecku dwa lata temu w Krakowie. Najbardziej cieszyłam się z zakupu ja ;)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Przejrzałam asortyment i u Kalimby podoba mi się najbardziej. Zwłaszcza w dziele przytulanki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystkie lalki sa fajne i maja swoj urok ale ja osobiscie to bym chyba chciala czerwonego kapturka, jest super ... :-) M

    OdpowiedzUsuń