niedziela, 19 czerwca 2011

Hi summer! part 3

Część trzecia i ostatnia. Było dziecięco, szykownie, teraz czas na coś ostrzejszego. Propozycje w stylu rock. Stylu, do którego powoli starsza cacana zaczyna dorastać.

Finger in the nose - już sama nazwa zapowiada bunt :) - "bunt dziesięciolatka". Słyszeliście o takim??



Propozycje marki IKKS




a wśród nich ta ulubiona


piątek, 17 czerwca 2011

Hi summer! part 2

Francuskie podwórko nigdy nie zawodzi.

Ofertę marki Bonpoint przeglądam co sezon. Mam do niej wyjątkową słabość i choć do tej pory cacane nigdy nie miały z nią do czynienia bezpośrednio, to jednak chcąc-niechcąc często jest inspiracją przy kompletowaniu garderoby sióstr. Ten sezon w wyjątkowo sielskim klimacie. I już sie nie mogę doczekać zwiewnych sukienek i kwiecia we włosach cacnych, biegających boso po łąkach :)



Propozycje Catimini jak zawsze z kolorem. Latem jednak brązową i szarą bazę, wypiera biel, która przynosi kolekcji radosny i lekki powiew.



Ale prawdziwym szczęściem i luzem to dopiero wieje w BOdeBO. To mój faworyt. Kolorowo, lekko i zachwycająco.



Jacadi to praktycznie synonim słowa szyk. W tym sezonie marynarski szyk.



A poniżej senne marzenie o morskiej żegludze Le Marchand d' Etoiles czyli przepiękna sesja piżamowa.



Bonne nuit.......

czwartek, 16 czerwca 2011

Hi summer! part1

Lato biegnie do nas w radosnych podskokach, a więc szybciutki przegląd dziecięcych trendów na nadchodzący sezon. Dzisiejsza część to propozycje duńskich projektantów. Moje spostrzeżenia - spodnie typu baggie rządzą!

Prawdziwy koktajl energetyczny czyli - Aya Naya





Fot. AyaNaya

Najlepiej rozpoznowalna duńska Noa Noa mnie zauroczyła bardzo...






fot. NoaNoa

I coś na uspokojenie pobudzonych źrenic :) Mar Mar Cph


poniedziałek, 13 czerwca 2011

Legoland

Tak naprawdę największa radocha dla dziewczyn w trakcie naszej podróży. A przyznam, że choć oboje uuwielbiamy Lego i dażymy je z pewnością większą estymą niż nasze dzieci - wahaliśmy się (tak, tak dla naszego pokolenia klocki Lego to było naprawdę coś). Szalę przechyliły 2 gratisowe kupony na wstęp:) Wyruszyliśmy rano z Kopenhagi i dotarliśmy około południa. Odległość około 300 km.



Legoland w Billund powstał w roku 1968, a zbudowany został z ponad 45 milionów klocków Lego. I trzeba przyznać, że robi wrażenie. Nie udało nam się skorzystać ze wszystkich atrakcji. Zaczeliśmy od Miniboats, pływając oglądaliśmy precyzyjnie oddane modele najbardziej popularnych budowli świata.







Następnie pociagiem odbyliśmy podróż dookoła Minilandu. Młodszej Cacanej najbardziej podobały sie zwierzątka (część safari), ja skupiałam się na rozpoznawaniu domków. Złożone z klocków pośród specjalnie zaaranżowanej zieleni z wykorzystaniem karłowatych drzewek i krzewów, sprawiały wrażenie prawdziwych, oglądanych z okien samolotu podchodzącego do lądowania. Zresztą, modele samolotów też były rewelacyjne. Miniland to najstarsza część parku, gdzie dominuje głównie architektura skandynawska, choć nie tylko. Nowością w Minilandzie jest część Star Wars.












Następne rozrywki dostosowalismy do Starszej Cacanej. Ta upodobała sobie część piracką. Były wspólne wspinaczki z tatą i bitwa wodna z pokładu pirackiego okrętu.





Potem podzieliliśmy naszą drużynę. Ja z Hanią utknęłam w Krainie Lego Duplo, której mała buntowniczka za nic w świecie nie chciała opuścić. Do "baby" dzwoniła przynajmniej pół godziny.



Na nic się zdały bajecznie kolorowe tłumaczenia kolegi, dopiero konkretna propozycja zakosztowania w kuchni międzynarodowej przyniosła sukces. W końcu ulubione słowo Młodszej Cacanej to "am!"





W tym samym czasie Tata z Julką eksplorowali podwodny świat w Atlantis w Imagination zone. I nie straszne im były rekiny ani największy na świecie japoński krab Crabzilla, którego długość odnóży liczy 2 m!!




Na koniec ja i Julka zaliczyłyśmy zjazd Lego Canoe i szybkim krokiem zrobiliśy przegląd tego na co można jeszcze było zwrócić uwagę - indiańską wioskę i świat dzikiego zachodu. Co nam przepadło - Knight's Kingdom i świat X - treme Racers. Nie wiemy co straciłyśmy, więc nie żałujemy. Uznaliśmy wyprawę za zaliczoną na 5 i bardzo udaną.





Oczywiście przed wyjściem obie Cacane zaopatrzyły sie w tematyczne "pamiątki" :).

A o to kilka praktycznch informacji:


ceny: najlepiej sprawdzić tu, ale średnio bilet wstępu to 35 euro, bilet obejmuje już wszystkie atrakje na miejscu,

jedzenie - bardzo różnorodne, ale na jakieś 30 minut przed zamknięciem podaja tylko napoje

atrakcje- te "poruszające się" czynne średnio do 18, cały park do 20, wszędzie podany jest przewidywany czas kolejki oczekujacej na daną atrację, nie przekraczał on z zasady 20 minut,

jest też "play zone", gdzie można sie schronić przed upałem, a dzieci puścić wodze wyobraźni

hotele - na miejscu w samym środku hotel Legoland z tematycznie zaaranżowanymi pokojami, opłata zawiera koszt biletu wstępu, ceny i szczegóły tu, choć widziałam podczas naszej wizyty promocje - trzeba więc pytać; drugi to hostel Legoland Village, - mnie się podoba, że w przypadku własnej pościeli i ręczników cena spada ;)

parking - olbrzymi, płatny 50 DKK

zaraz po wejściu najlepiej rzucić okiem na mapę i zapoznać się z topografią parku, zacząć od tych najbardziej oczekiwanych atrakcji, aby uniknąć ewentualnych rozczarowań, gdyż dookoła wszystko kusi, a czas biegnie tam wyjątkowo szybko :)

Podsumowując, nr1:
Hani - Duplo Land ex aequo Lego Safari
Julki - Pirate Splash Battle
Taty - Pirate Splash Battle
Mamy- Miniland, bo ja po prostu uwielbiam te klocki :) i dzięki Bogu od kilku lat mam pretekst aby się nimi naprawde cieszyć. :)

czwartek, 9 czerwca 2011

Family trip to Copenhagen

Lubimy się przemieszczać. Kiedy tylko pogoda i czas sprzyja pakujemy się i ruszamy w trasę. Ostatniej podróży jednak trochę się obawiałam. Do pokonania mieliśmy około 2 tysiące kilometrów, z czego pierwsze 600 jednorazowo. Starsza cacana jest wybornym podróżnikiem. Z uśmiechem na twarzy znosi wszystkie trudy podróży. Baliśmy się o młodszą cacaną, która kiepsko znosi podróż samochodem. Uzbrojeni po zęby we wszelkie zabawki i gadżety ruszyliśmy pełni lęku. Okazało się, że nie potrzebnie. Były krótkie momenty kryzysowe, ale wówczas z pomoca przychodziły Fasolki i Akademia Pana Kleksa:).
Celem naszej wyprawy była Kopenhaga i Legoland.
Pierwszy etap Sztokholm - Malmo pokonalismy w jakieś 6 godzin. W Malmo zatrzymaliśmy na noc. Wybraliśmy hotel usytuowany nieopodal starówki należący do sieci Scandic. Wybór okazał się strzałem w dziesiątke i z czystym sumieniem polecam tą sieć. Hotel nastawiony na rodzinna turystykę oferował szereg udogodnień dla rodzin z dziećmi. Przestronne pokoje, w których na najmłodzych czekał mnini upominek, tv dziecięca, kącik do zabaw wyposażony jak z najlepszych katalogów, nie mówiąc o dziecięcych akcesoriach do karmienia. W hotelu tej sieci zatrzymalismy sie także w dodze powrotnej z Kopenhagi. (Piszę o tym głównie dlatego, że w Dani trafilśmy znacznie gorzej. Za większą stawkę otrzymaliśmy klaustrofobiczny pokój, w którym poza łóżkiem nie znalazło się nic. Na szczęście była to tylko nasza noclegownia.)

Malmo nas zachwyciło, klimat niewielkiego nadmorskiego miasteczka, urokliwe stare miasto i widok w nowoczesnej dzielnicy na morze i most łączacy Szwecje i Danie. Cacane biegały po drewnianym molo, a my patrząc na zachód słońca piliśmy wino.








Nastepnego dnia ruszyliśmy do Kopenhagi - raju dla mamy cacanych. Było pięknie to oczywiste. Nie będę powielać przewodników. Jechałam z nastawieniem, że kupię mnóstwo zabawek, ubrań dla cacanych i wielu designerskich gadżetów. Nie odrobiłam lekcji. Piatek przeznaczyliśmy na zwiedzanie i ogólny rekonesans, sobotę w Legolandzie, a w niedziele powróciliśmy do Kopenhagi. Taaak. Wszystkie upatrzone sklepy okazały się zamknięte w niedzielę. Pozostało nam muzeum designu.

Zwiedzanie rozpoczęiśmy od portu, bajecznie kolorowego i tetniącego życiem.



Następnie nadmorskim szlakiem ruszyliśmy w poszukiwania Małej Syrenki.




... i zanaleźliśmy.



W Muzeum Designu starsza cacana z zaciekawieniem przygladała sie drewnianym zabawkom z lat 50 - tych, rozpoznała tez kila modeli krzeseł do złudzenia przypominająych te z Ikea :). Muzeum posiada piękny ogród, w którym można miło się zrelaksować i ochłonąć w cieniu drzew i pięknych murów. Oczywiście każdy na swój sposób...






Po wyjściu z muzeum tez było ciekawie....


Nic nie wiem na temat tego konika, bo oczywiście było ZAMKNIĘTE.


Cały czas prześladowały nas słonie, które starsza cacana postanowiła ujarzmić.




A ja i tak najbardziej bedę pamiętać ten rodzaj pojazdów rodzinnych. Na samo wspomnienie robię się zielona jak jeden z tych modeli, choć troche mi przykro, że zdradzam w ten sposób mój najpiękniejszy granatowy rower z koszyczkiem i fotelikiem dla Hanuszki, który teraz bardzo za nami tęskni w Krakowie.





W niedzielę wieczorem opuściliśmy Kopenhagę. Wróciliśmy do Szwecjii. W połowie drogi A4 zatrzymaliśmy się w Jönköping, oddalonym jakieś 20 km od malowniczo położonego miasteczka Gränna. Ulokowane kaskadowo pomiędzy skałami a jeziorem Vättern (6 co do wielkości jeziro w Europie), pełne malutkich kolorowych domków, ale najbardziej słynące z ręcznego wyrobu cukierków Polkagris. Niekoniecznie najpyszniejszych, ale za to ślicznie zapakowanych, które w upalny dzień przywoływały klimat Bożego Narodzenia.







Będąc w Gränna nie sposób odmówić sobie przeprawy promowej do Visingsö. Tamtejsze widoki koiły moje oczy, a cacanym dały mozliwość rozruszania się przed czekającym je kolejnym 3 godzinnym odcinkiem.








Starsza cacana jak z każdej podróży tak i z tej musiała zabrać jakieś pamiątki




Największym zainteresowaniem młodszej cacanej cieszyły sie ślady stóp na piasku...






Wróciliśmy bardzo zadowoleni. Dziewczyny dały radę! Nie był to wyjazd obliczony wyłącznie na zaliczanie największej ilości pozycji z przewodnika. Warunkiem udanej podróży z małymi dziećmi jest zapewnienie w równych proporcjach czasu poświęcanego zwiedzaniu z czasem poświęconym na beztroskę. W Kopenhadze jest to wyjatkowo łatwe. Olbrzymia ilość pieknie zaaranżowanej zieleni, dostęp do wody i na kżdym kroku coś wartego uwagi. Cały dzień można spędzić w porcie przechodząc od wody ku zieleni, pomiędzy słońcem a cieniem. Można sobie wybrać trasę śladami pana Andersena, lub zwiedzić miasto rowerowo. Można wybrać się do parku Tivoli, o którym Walt Disney przed założeniem własnego, powiedział, że tak właśnie wyobraża sobie rodzinny park rozrywki. My wybraliśmy Legoland, ale o tym następnym razem.

środa, 1 czerwca 2011

United Colors of Childhood czyli Dziecka Dzień

Wszystkim dzieciakom życzymy kochającego ich Świata i beztroskiego dzieciństwa!!!!






A Wy moje Cacane rośnijcie mi na mądre i fajne kobiety i na zawsze zachowajcie Serce Dziecka.