czwartek, 29 września 2011

September flowers

Lato odeszło i kończy sie pierwszy miesiąc jesieni. Jeszcze ciepły i słoneczny. W kolorze wrzosowym, pachnący lawendą i malinami. Starsza Cacana odlicza dni do urodzin ( tak mniej więcej od roku). Młodsza Cacana dzień zaczyna ze śpiewem ptaszków i od podlania balkonowych doniczek. A ja na gwałt potrzebuję czasowstrzymywacza.














wtorek, 27 września 2011

M.O.D.A.

Książka, o której już przed jej premierą wiedziałam, że znajdzie się na naszej półce. Lektura obowiazkowa dla młodej fashion victim! A tak poważne to bardzo fajna książka nie tylko o historii świata mody, a przede wszystkim o jej inspiracjach. Opracowanie graficzne Miezielińscy( DOMEK, DESIGN), wydawnictwo Dwie Sistry, tekst Katarzyna Swieżak, a ilustracja to Moja Ulubiona Katarzyna Bogucka. ENJOY!







inspirowana sztuką



kreowana nie tylko przez klasyków



demokratyczna ale także elitarna



oparta na różnorodnych zjawiskach kulturowych:


i wiele wiecej.

Ale jeśli komuś ciągle mało to polecam zeszyty wydane przez Muzeum Narodowe w Krakowie, gdzie o samej historii stroju można sie dowiedzieć znacznie więcej. Dziś już chyba nikt nie ma watpliwości, że świat mody i sztuki wzajemnie przenikają ze sobą. Potwierdza to nie tylko wydany przez poważne jakby nie było muzeum zeszyt, ale choćby niesamowita popularność pośmiertnej wystawy "Savage Beauty" Alexandra Mc Queena w nowojorskim Metropolitan Museum of Art.


czwartek, 22 września 2011

Warm, warmer, warmest - Winter 2012 by Chloe

Jak nieliczni pamiętają Chloe to marka do której mam wyjątkową słabość. I tym razem się nie zawiodłam. Słowa są zbędne, więc popatrzcie na zdjęcia. Aby obejrzeć pełen look book z kolekcji jesień- zima 2012 kliknijcie tu










środa, 21 września 2011

Paper Town

Co raz więcej na naszym rynku zabawek wykonanych z kartonu. Prostych, estetycznych, przyjaznych
środowisku i kreatywnych. Takie właśnie jest papierowe miasto, wzorowane na naszym rodzimym krajobrazie, wielkich miastach i malutkich miasteczkach. Wystrczy modele wygiąć z tektury i złożyć. A potem to juz tylko bawić się w nieskończoność.
Papierowe miasto przyjazne jest także dla naszego portfela. Jeden zestaw to wydatek 20 zł. Do kupienia w sklepach internetowych i stacjonarnych( pełna lista na stronie papierowemiasto.pl).












Fot papierowemiasto.pl

czwartek, 15 września 2011

Fårö. Tam gdzie rosną poziomki


Fårö. Wyspa Owcza. Wyspa, na której 40 ostatnich lat swojego życia spędził Ingmar Bergman i tam został pochowany. Wyspa czarodziejska, mówią także. Dla mnie na pewno. Nie zakochałam się, po prostu będąc tam jeden jedyny raz, przez jeden dzień czułam, że mogłabym tam spędzić całe życie. Przedziwne i bardzo silne uczucie spokoju i wolności. Wyspa niewielka, około 600 mieszkańców, gospodarstwa, w których czas się zatrzymał, otoczone kamiennym murkiem. Serdeczni i usmiechnięci ludzie, którzy nauczyli się żyć w pięknej przyjaźni z surową przyrodą. Bo będąc tam nie sposób nie docenić jej potęgi i szlachetności i nie spojrzeć w niebo i podziękować za taki piękny świat.

















Jedna z najpiękniejszych i najszerszych plaż na jakich byłam. Cała tylko dla nas.







Starsza Cacana do morza pobiegła z prędkością wiatru. Młodsza przeciwnie, nie dotknęła nawet stopami. Spokojnym krokiem dochodziła do lini wody, stawiała puste wiaderko i czekała aż siostra zaczerpnie.















A potem było juz tylko piękniej....















Jeśli dotrwaliście do końca to jeszcze jedno zdjęcie. Moje ulubione z miejsca, które też bardzo lubię. Na pożegnanie lata. Z szyszkami w dłoni, które może pomalujemy na święta. Z morzem w tle. Bałtykiem oczywiście.




piątek, 9 września 2011

Destination: Gotland

Korzystając z pieknej pogody ostatniego weekendu sierpnia postanowilismy ruszyć w nieznane. Kierując się własnym poczuciem sprawiedliwości, że o to dzieci w Polsce maja jeszcze wakacje, a Starsza Cacana już od 2 tygodni, co rano wyrusza do szkoły gdzieś w obcym kraju, postanowiliśmy zrobić jej małe wagary i mundurek zamienić na kostium kąpielowy. Krótko mówiąc przedłużyliśmy sobie troszeczkę weekend. Wybraliśmy się na Gotlandię. Wyspa Bogów, leżąca na najpiękniejszym morzu Świata - Bałtyku. Złośliwość podpowiada, że tyle jeśli chodzi o piękno. Ale to nieprawda :). Fakty są takie: pięknie było, ale najpiękniejsze i tak jest polskie wybrzeże - bo jest i koniec. Właściwie tylko podróż była koszmarem. Na Gotlandię można dostać się samolotem, my wybraliśmy prom. Prom kursuje kilka razy dziennie z miasteczka Nynashamn, okolo 50 km od Sztokholmu do Visby. Odległość około 150 km pokonuje w 3h. Podobno to szybko, bo kiedyś pływał o zgrozo 12h!. Obsługuje tę trasę wielkie bydle, które oprócz ludzi przewozi wszystko inne, zwierzęta, rowery, motocykle, tiry. Jest na nim wszystko co przydatne, kino, za odpowiednią opłata własna kajuta, czy miejsca nieznacznie wyciszone, gdyż najobszerniejszą część stanowi wielka sala ze stolikami i barem. Są też miejsca przeznaczone dla dzieci- pokój z filmami i bawialnia. I tu dochodzimy do sedna. Hania, którą ominęła drzemka, nie dała się ani uśpić ani w żaden inny sposób okiełznać. Pierwszy raz widziałm moje dziecko w takiej akcji. Bawialnie postanowila przemeblować, przenosząc stoliki i krzesla, nie bacząc co taranuje po drodze. Zabierała zabawki innym dzieciom, a z góry upatrzonej pozycji w żadnym razie nie chciała opuścić. Najdelikatniejsze próby tłumaczenia spotykały się ze stanowczym oporem i głośnym wrzaskiem. W jednej chwili myślałam, że zapadnę się pod ziemię, a w drugiej już musiałam łapać wyginające się w ataku szału małe ciałko. Koszmar! W drodze powrotnej zastosowaliśmy bardzo niewychowawczą metodę spychologii i bardzo wychowawczą nauke ciężkiego zarabiania pięniędzy. Na 3 godziny starsza siostra po raz pierwszy została babysitter. Efekt: zadowolone dzieci i uśmiechnięta mama, która przy kawie z mlekiem pierwszy raz oglądała zdjęcia z podróży.
Gdy zjechaliśmy z promu koszmar wrócił. Visby to średniowieczne miasteczko z uroczymi wąskimi uliczkami. Na jednej z takich uliczek znajdowało się nasze mieszkanie. GPS prowadził. Gdzie po średniowiecznych uliczkach w ścisłym centrum turyści wjeżdżają samochodami? No gdzie??? Mój mózg ciągle podpowiadał mi to pytanie, a ja kierowca z 15 letnim stażem wyszukiwałam znaku zakazu. Jakże chciałam go znaleźć. Czułam, że jeszcze chwila i wysiądę, trzasnę drzwiami i pójdę płakać, gdy spotykałam wzrok pieszych turystów na tych wąskich uliczkach prowadzących pod górę, patrzących na obcą rejestracje i uśmiechających sie do mnie. Szczęście i piękno zaczęłam dostrzegać dopiero w momencie, gdy odpowiednio zaparkowałam samochód.



Zawsze urzekały mnie miejsca gdzie skały spotykaja się z morzem. Högklint jak wskazuje nazwa to wysoki klif. Konkretnie 48m. Choć w dół prowadzą doskonale utrzymane schody nie spotkaliśmy nikogo. W tamtej chwili bezcenne. Nawet młodsza cacana w całkowitym spokoju patrzyła w dal.





Gdy spacerowaliśmy przyportową plażą w Visby morze kilkakrotnie zmieniło kolor tego wieczoru.



Gotlandia to najbardziej nasłoneczniona wyspa w Szwecji. Nic dziwnego, że w okresie wakacyjnym przeżywa prawdziwą inwazję turystów. Przyjechaliśmy w najlepszym momencie, kiedy miasto opustoszało....



Ciepły blask słońca okalał wąskie uliczki, po których cudnie było błądzić, co rusz ciesząc oko drobnym detalem, krzakiem róży, ozdobnymi okiennicami, zatrzymując się żeby znaleźć miejsce, z którego będzie widać wielką wodę.

















Ale to nie Visby podczas tamtej podróży rzuciło mnie na kolana. A co ? O tym w następnej części, w której obiecuję słowa zredukować do minimum. :)