poniedziałek, 31 października 2011

Trick or Treat


Tak na szybko, garstka "strasznych" inspiracji. Tu w Szwecji dzieci już od tygodnia nie żyły niczym innym, więc (jak zapewne będzie widać w następnym poście) i nam się udzieliło.

Na początek całkiem proste, ale za to bardzo pomysłowe dekoracje.


fot. widzialm na wielu stronach, ale zródłem jest zdaje się ten blog: http://shelleybdecorandmore.blogspot.com



fot. parents. com



fot. parents.com

Peleryna Bobo Choses idealna nie tylko na halloween, ale i na jesienne chłody. Bardzo praktyczna dzieki dwustronnym nadrukom. Cena pozostaje w klimacie święta - odstrasza.


fot. www.vetement-enfants.com/

W tych maskach zakochałam sie od pierwszego wejrzenia, wykonane z miękkiego filcu i dopracowane w każdym calu. Gorąco polecam stronę Ateliers Reinette, gdzie znajdziecie mnóstwo innych oryginalnych przedmiotów, zabawek, dekoracji itp.


fot. www.ateliersreinette.bigcartel.com


fot. www.ateliersreinette.bigcartel.com


fot. www.ateliersreinette.bigcartel.com

piątek, 28 października 2011

Jesień, Paryż i zawartość dziecka w matce

Ferie jesienne minęły szybciej niż bym chciała, choć z powodu mgły na lotnisku i tak udało nam sie wyrwać dla siebie jeszcze 3 dni. Opłaciło się, pogoda była łaskawa, a ja w pamieci mam jeszcze złotą polską jesień. Jednak dziś migawki z krótkiego wypadu do Paryża tylko we dwoje. Fizycznie we dwoje bo mentalnie to ja zabrałam obie dziewczyny i wózek. Znacie to uczucie? Miła knajpka, luźna atmosfera, nie trzeba nikogo pilnować, aby TAKI człowiek nie zechciał podawać piwa panu przy stoliku obok, albo nie zanosił uroczej pani telefonu mamusi, albo innych gadżetów wygrzebanych z przepastnej torby. Nie trzeba zastanawiać się czy w tym miejscu starsze dziecko znajdzie coś dla siebie. Totalny luz. Aż tu nagle przechodzi mama z wiszacymi jej na ramieniu dwoma potworami i jakoś tak smutno i tęskno się robi. I myśli już w domu przy dzieciach i koniecznie chciałoby się już jakąś niespodziankę sprawić i i i. A skoro przy tych myślach.... To choć ten Paryż taki piękny i tak dużo w nim pięknych rzeczy także dla dzieci, to jednak mało przyjazny dla mam mi się wydał. Piekne widoki w górę i w dół, ale żadnych podjazdów, schodów ruchomych czy wind(być może to tłumaczy fenomen nienagannej figury Francuzek). Piękne stacje metra, pełne niekończących się krętych schodków i w najlepszym przypadku winda obejmujaca 1/2 ich całkowitej wysokości. Uwierzycie, że w metrze nie widziałam ani jedej rodziny z wózkiem? Przytulne nastrojowe restauracje, nie zauważyłam fotelików dla dzieci. Za to dzieci wyglądają cudnie. Jak z żurnala, francuskiego żurnala rzecz jasna :)


Migawki wybrane subiektywnie. Piękny Paryż został pokazany już na wielu pięknych zdjęciach.
Zaczynamy od naszej okolicy czyli Montrmarte, urocze mieszkanko cudnie położone,o którym dowiedziałam się od Mimi. To właśnie za sprawą jej bloga moja wcześniej niedookreślona chęć zobaczenia Paryża przybrała konkretną formę. Sama Mimi powinna wydać książkę. I wiem na pewno, że bez jej francuskich postów samo zwiedzanie nie byłoby tak przyjemne.



Przez weekend odbywał się targ staroci. A ja cieszyłam się, że mamy tylko bagaż podręczny, bo duuużo przedmiotów przykuwało moje oko :) Z kolei obok w ksiegarni widziałam napiękniejsze wydanie Małego Księcia i gdy w końcu się zdecydowałam już go nie było :(




Właściciel mieszknia pozostawił w nim wiele rzeczy osobistych, w tym ksiązki, z komputera koił nas lekki jazzik



Veliby wszęęędzie, wolnych miejsc do pozostawienia jakby mniej





Równie mocno jak Montmartre zachwyciło mnie Saint Germain Des Prés. W Cafe de Flore trudno o wolne miejsce, ale warto poczekac chwilkę. Ulubiona knajpka Simone de Beauvoir i Sartre'a i mnie bardzo przypadła do gustu :)




Kto czytał bloga Mimi ten wie, że tą cukiernię odwiedzić trzeba. Ja czytałam, ale gdzieś mi to umknęło, naszczęście intuicja (wcześniej właściwie zaprogramowana ) podpowiedziała, że tej kolejki ustawionej jeszcze na chodniku nie należy omijać a przyłączyć się do niej:) co też uczyniłam widząć kolorowe makaroniki a w myślach roześmiane oczy Hanki. Nie pomyliłam się, Hania mając część w buzi zachłannie sięgała po kolejne :) Aaaa.. i opakowania w tym sezonie zaprojektował Matthew Williamson.




No a to zdjęcie mówi samo za siebie. Nie interesowały mnie wnętrza wielkich domów mody przy ulicy St Honore. Tylko ten jeden malutki butik, który onieśmielił mnie prawie równie mocno jak salony Chanel przy Place Vendome. Bonpoint. Królestwo dla mamy Cacanych. Gdzie szmaciana lala kosztuje 180 euro!!!. Wyszłam z maleńkim drobiażdżkiem, plastikową broszką, którą opakowano w bibułę, płócienny woreczek, spryskano perfumami i zapakowano w kolejna torebkę :) Francja elegancja, voila!




Ps. Paryża wiecej nie będzie. Zaczynam nadrabiać blogowe zaległości, bo mój czytnik pęka w szwach. Do zobaczenia :)

poniedziałek, 10 października 2011

Julia's 9th birthday

I po urodzinach. Tych prawdziwych. Bo świętowanie ciągle się nie zakończyło :)


A zaczęło się od śniadania do łóżka w wersji ulubionej - słodkie omlety, gruszka i kakao :)

Potem moja Kakaowa panienka pomknęła do szkoły zabierając ze sobą przygotowany dla klasy kosz z muffinkami. Nawet mnie się łezka zakręciła, gdy klasa tuż przed wejsciem odśpiewała jej "happy birthday Julia!"





Potem było dmuchanie balonów i lekcja fortepianu, skąd tego dnia dochodziły wyłacznie dzwięki "sto lat" i "happy birthday" :)



A potem to juz tylko życzenia, prezenty i tańce.







wtorek, 4 października 2011

Julia

Najukochańsza. Najwspanialsza. Najbardziej upragniona i najpiękniej spełniona miłość. Od pierwszego drżenia nowonarodzonego człowieka wtulonego w ciało matki. Od 9 lat. Od pierwszego dotyku brzucha ze świadomością, że JESTEŚ. Od 9 lat i 9 miesięcy. Kocham Cię. Dla Ciebie wszystkiego co dobre. I niech tam, trzymaj sobie nadal tę głowę w chmurach, a ja będę za Ciebie pamiętać żeby zabrać tornister do szkoły a przed wyjściem zdjąć kapcie :)