poniedziałek, 26 marca 2012

Notebooks

La Marelle Editions. Zeszyty. Wiem, wiem. Rok szkolny zbliża się ku końcowi i czeka nas najprzyjemniejsza część roku, wakacje. Ja zapobiegliwie, do nowego roku szkolnego już postanowiłam się przygotować. To znaczy Cacaną. No dobra, nie wiem czy pozwolę jej zabrać takie zeszyty do szkoły, czy tylko położę je w widocznym miejscu w jej nowym pokoju i będę sobie przychodziła popatrzeć. Oj pozwolę, pozwolę... I będę często je przeglądać, częściej niż teraz.... Czy dużo ma zadane, czy ładnie pisze, czy rogi nie powywijane. Obiecuję solennie na ostatnią stronę nie zaglądać. No ale jak na złość w malutkim sklepiku na Gamla Stan, gdzie jeszcze kilka tygodni temu trzymałam je w ręce nie zostało nic. Nic! Pan powiedział, że może przyjdą.. Może.. A ja dla takich zeszytów to do podstawowki bym wróciła! Miałam bardzo trudny wybór, które tu pokazać, bo tak naprawdę, każdy z ilustratorów skradł po trosze moje serce. Do mojej wyobrażni najbardziej jednak przenikają ilustracje Nicoletty Ceccoli i Miss Clary. Bardzo przypominają mi ilustrację Marie Cardouat, jakie wykonała do kart Dixit, gry o której dowiedziałam się od Polala( i za co do dziś jestem jej ogromnie wdzięczna :)).Ta sama oniryczna maniera, która mnie otumania i zatrzymuje w świecie, w którym niemożliwe częśćiej niż zawsze jest możliwe, a bajka i pękny sen zawsze upiększają nas samych.






Ilustratorzy: Peggy Nille, Laurenn Quentric, Llor, Marie Desbons



Ilustrator: Miss Clara




Ilustratorzy:Nicoletta Ceccoli, Kristell B




Ilustratorzy: Chloe Remiat,Adolie Day, Chloe Remiat


Fot. all photos www. lamarelle.net

sobota, 17 marca 2012

Poetic objects...

Moja ostatnia miłość. La Marelle Editions. Marka, którą w 2004 r, założył Pascale Nivet i Fabrice Bernetiere. Początkowo zajmowali sie oni publikacją rysunków Mlle Heloise zdobiących przedmioty użytkowe. Dzisiejsza La Marelle skupia około 30 ilustratorów, których wyobraźnia zdaje się nie mieć granic. Wspólnym mianownikiem jest poetyka zawarta w każdej z baśniowo ilustrowanej rzeczy sygnowanej marką La Marelle. Dziś tylko garstka prac Mlle Heloise. Obiecuję powrócić do pozostałych ilustratorów, zreszta od pewnego już czasu nie moge sie oprzeć przegladaniu w internecie ich prac. Swojego osobnego postu jako pierwsze doczekają się.... aaa zobaczymy:)













Fot. lamarelle.net

czwartek, 15 marca 2012

Tumble

Drewniane klocki, które lubi cała nasza rodzina. Zabawa polega na tym, żeby ułożyć jak najwyższą wieżę używając do tego klocków z dolnych warstw. Stopniowo odciążamy konstrukcje, usuwając elementy tak, że nagle podparciem piętra stają sie 3 klocki, potem 2 i 1. Wyciągając słupek nie wolno dotknąć drugą ręką wieży, ani zrzucić żadnego innego elementu. Jeszcze do niedawna ulubionym momentem Hani było wielkie baaach. Ale to sie zmieniło. Teraz często gramy we czworo.
Ostatnio Hania wzięła się za logiczne układanki. Kombinuje, kombinuje.....a ja czekam...:)












wtorek, 13 marca 2012

The Little Prince

Starsza Cacana w szkole, a młodsza śpi. Ja siedzę sobie jeszcze w piżamie i całkiem spokojnie piję druga kawę. Natchniona swoim jeszcze nocnym strojem, przypomniałam sobie, że już bardzo dawno chciałam Wam pokazać książkę, którą Starsza Cacana znalazła pod choinką. Może któś pamięta, gdy w swoim paryskim wpisie zachwycałam się pięknym wydaniem Małego Księcia. Otóż okazało, się że to piękne wydanie (nakładem HMH Books) istnieje także w wersji angieskiej, zncznie bardziej zrozumiałej dla Cacanej niż francuskie. Czym się różni? Ten sam przekład, takie same ilustracje autora. Takie same, a jednak nie te same, bo w wersji trójwymiarowej, przestrzennej. Pomysłowo wykonane, ruchome elementy same tworzą juz opowieść. Opowieść, która czytana, nie dotarła jednak do Julki, w taki sposób jak rozumieją ją dorośli. Przyznam, że wcale mnie to nie zdziwiło. Pamiętam, ze jako dziecko sama dziwiłam sie dorosłym, którzy mówili, że najpiękniejsze w tej książce jest to, że jest pisana oczami i sercem dziecka. Dziś wiem, że to tylko interpretacja dorosłych, którzy tak pragną widzieć wyobraźnie dziecięcą. Nie mniej lubie tę książkę niezmiennie za przekaz i za ilustracje. Wiem, że za kilka lat moja córka odbierze ją zupełnie inaczej. Czy naprawdę piekniej? Wątpie, tak naprawdę to własnie teraz jest dzieckiem i patrzy na świat oczami i sercem dziecka.
















środa, 7 marca 2012

Back from...

Szczęśliwie wróciliśmy do Sztokholmu. Tydzień w Krakowie upływał dość leniwie. Pogoda nie sprzyjała długim spacerom ani wycieczkom rowerowym jak to sobie zaplanowałam. Starałam sie jednak sprowadzić do nas wiosnę szukając pasteli... w sklepach. Znalazłam. Od mamy dostałam nasz stary chiński termos wygrzebany z zapomnianych czeluści domu. Były więc nieśpieszne herbatki pite z kuzunką, która juz nie długo zostanie młodą mamusią, kawy smakowane w nowych filizankach i śniadania celebrowane na nowym śniadaniowym serwise, którym pewnie kiedyś sie pochwalę. Były wyjścia do kina i spotkania ze znajomymi, po których ból głowy nasilał się z każdą zmianą pozycji :) Koniec pobytu przyniósł mocne uderzenie, ale i szczęsłiwy finał.
W sprawie naszego remontu nie posuneliśmy sie nawet o krok, mam wrażenie, że wręcz się cofneliśmy. Powoli zaczyna ogarniać mnie panika. Dlatego wracam do swojego wirtualnego życia i cacanego świata.