niedziela, 22 lipca 2012

Oslo



Ci co tu zaglądają pewnie domyślają się, że przegląd będzie wybiórczy i subiektywny. Choć przed każdym wyjazdem posiłkujemy sie przewodnikami, relacjami innych zamieszczonymi w internecie i staramy się zobaczyć te najbardziej polecane miejsca, to w efekcie odrzucamy ten sposób zwiedzania. Na szczęście Oslo jest stosunkowo niewielkie i łatwo pogodzić przyjemne z pożytecznym. Miło odnajdywać miejsca, których nazwy brzmią znajomo. W moim przypadku dzięki książkom Jo Nesbo. Dziewczyny chciałam zabrać do muzeum ilustracji dziecięcej. Nie udało się, choć wyobrażam sobie, że byłoby warto. Świadomie zrezygnowałam za to z muzeum Edwarda Muncha, szybko konstatując, że przyjechałam do Norwegii dla pięknych widoków, a nie w celu odbycia brutalnej podróży wgłąb swojego jestestwa. Za karę czytam teraz Szklany klosz Sylwi Plath, ale to już bez komentarza :)

A więc tak: pałac królewski ciagle stoi(obecnie w remoncie), podobnie twierdza Akershus, ratusz, Centrum Pokojowe Nobla. Najwiecej czasu spędziliśmy na dachu Opery, której bryła wyłaniająca się niczym lodowiec z Oslofjordu robi niesamowite wrażenie. Na dachu świata zjedliśmy lunch, a Cacane traktowały go jak wielki plac zabaw. Choć spędziliśmy tam parę ładnych godzin, planowalismy wrócić po zmroku licząc na iluminacje. Figa z makiem, zmrok nastał po 24 :)
Złapaliśmy za to niedzielny bonus. Za sprawą old mobili na Karl Johans gate przenieśliśmy się w czasie do lat 50 tych. Prawdę mówiąc nigdzie nie widziałam tak natężonego ruchu zabytkowych samochodów jak w Norwegii. W okolicach Bergen +5 do lansu stanowiło otwarte retro cabrio z kierowcą w uszatce ze skóry łosia.































Nabrzeże portowe - pewny widok w całej Skandynawii - gdzie sie nie ruszysz tam woda - lubie to ogromnie!








Wody nigdy dość. Chwilę po zrobieniu tego zdjecia Starsza Cacana wpadła do fontanny.