poniedziałek, 18 lutego 2013

Nasza zima zła


Laskowa koło Limanowej. Miejsce, w które wybraliśmy się w niedzielę by pojeździć rodzinnie na nartach. Z dziadkiem. Zresztą z dziadkiem spotkałyśmy się na nartach już w piątek, by przez krótką chwilę, ja i Starsza Cacana, pojeździć na niewielkim stoczku na Jurze. W niedzielę pojechaliśmy wszyscy. Stok ciekawy i długi. Sporo muld i zlodowaceń. Jednak po łatwej, familijnej Białce niewielki zastrzyk adrenaliny był miłym doznaniem. Dla mnie, Starszej Cacanej, taty i dziadka. To jeśli chodzi o jazdę. Przez całą drogę(z Krakowa godzina) Hania, która widziała, że zabieram herbatę w termosie pytała czy już teraz będzie piknik. Była niezadowolona, że nie spakowałam naszego prowiantu do wiklinowego kosza. Piknik musiał się odbyć zaraz po tym, jak wysiedliśmy z samochodu. Na pierwszej zmianie z Hanią na dole zostałam ja. Laskowa nie jest dobrze przygotowana dla osób postronnych, nie jeżdżących. Szczególnie doskwiera brak miejsc, by bezpiecznie spędzić czas z małym dzieckim, pojeździć na sankach, jabłuszku czy poturlać się. Niedaleko wypatrzyłam zaśnieżoną polankę. Jak się miało okazać zbyt zaśnieżoną. Z sankami, plecakiem i Hanką dobrnęłam zapadając się po kolana, na jej szczyt. I zaczęło się - że ONA na nartach nie chce, na sankach też nie chce, chce herbatki ale z kubeczka, który został w domu, że zimno choć z wywieszonym jęzorem wdrapałyśmy sie pod górę, że ona tu być nie chce, że ona chce do domu. Tu nie ma oscypków ani aut( takich co uruchamiaja się jak wrzucisz dwu zetkę). Ale jest las i może zobaczymy liska albo sarenke. Krótka radość, nazwanie lasu dżunglą i stwierdzenie, że liski mają białe ząbki. Potwierdziłam, że mają i nieopatrznie dodałam że są drobne i ostre. Błąd. Ryk. Ona już nie lubi lisków i chce stąd do domu. Już!!!! Próbowałam, Haniu zobacz jak tu pięknie, góry drzewa, nawet lali twojej się podoba. NIE! Tu nie jest pięknie! I postanowiła robić zdjęcia zimie by w domu jej pokazać jaka jest brzydka.













11 komentarzy:

  1. oooo jakby moja mama powiedziala : biedne dziecko matka na mroz i snieg wyciagnela ;) No i ten kubeczek... Skad ja to znam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ale za to z aparatem obeszła się profesjonalnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. W buziach dzieciaczków, które "ryczą", jest coś tak wzruszającego, że... Ach, dobrze, że kolejne zdjęcie jest "uspakajające" :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowne :)) Uwielbiam to stąpanie po kruchym lodzie z 3 latkiem - można tylko porównać do pracy snajpera ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. ja mam jednego, który kocha śnieg, i drugiego synka, który najchętniej by zaszył się pod kołderką :) i jak tu na spacery chodzić ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Eh cos mi to przypomina.Zima,snieg to dla mojego dziecka taki zwiazek love-hate i nawet nie wiadomo kiedy, na co wypadnie...Czasem potafi szalec a czasem ledwo wyjdziemy, ona chce wracac.Kojarzysz moze te koniki na moim blogu? Entuzjastyczne jedziemy do konikow a potem nie,zadne koniki,do domu,zimno ,nie obchodzi ja chlebek dla zwierza,nic...Przyznam ze troche sie we mnie wtedy gotuje he he.Chyba dwie takie sytuacje mialam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudowne, mroźne rumieńce! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jaka brzydka - śliczna! I córcia taka wrażliwa, a te oczy i rumieńce... ach!

    OdpowiedzUsuń