środa, 12 czerwca 2013

3 Targi Książki dla Dzieci w Krakowie


Podczas, gdy w Warszawie modne mamy tłoczyły się na Hushu, w Krakowie odbywały sie targi ksiązki dla dzieci. Impreza trwała cały weekend, może dzięki temu udało się uniknąć katastrofalnego chaosu, pomimo ogromnego zainteresowania. Dzieci mogły powspinać się na ściance, pobawić kartonowymi zabawkami, a często także same stoiska wystawiennicze organizowały im atrakcje. Oprócz wydawnictw małych i dużych znanych rodzicom, były także stoiska wydawnictw muzealnych. Swoje książeczki da najmłodszych pokazywali m. in Mangha czy Bunkier Sztuki. Były wydawnictwa edukacyjne, katolickie, przyrodnicze, muzyczne. Był też faworyt Julki - Tactic - stoisko z grami. Żałuje, że przybyliśmy ostatniego dnia, bo zwyczajnie brakło mi czasu na wnikliwe przeglądnięcie oferty, nowości. Moje oko wyłapywało, to co już kiedyś gdzieś widziałam, o czym recenzję czytałam. Plusem było to, że książki można było dostać z upustem, minusem brak terminali płatniczych na stoiskach, czy choćby bankomatów w bliskiej lokalizacji. Nie rozumiem, dlaczego Polakom tak trudno przestawić sie na ten mały kawałek plastiku.





W środku domku jest Hania. Migawka zgrała się z zatrzaśnięciem drzwi :)



A to już nasze łupy. Kalaha, gra dla Julki sentymentalna, bo grała w nią jeszcze w Sztokholmie z koleżankami. Gra bardzo prosta i równie mocno wciągająca. Jedna z najstarszych gier na świecie. W naszej wersji od firmy Tactic (której ofertę zainteresowanym polecam przejrzeć), to kolorowe szklane kuleczki i drewniana baza. Ach te kuleczki. Troche sie o nie martwię, bo pasję Julki - zbieractwo takich właśnie kuleczek zaczęła podzielać Młodsza Cacana :)





Młodsza Cacana dostała 3 książeczki. Pierwsza to Lala Lolka Katarzyny Boguckiej. No uwielbiam. Uwielbiam wszystko co wychodzi spod jej ręki. Rymowana historia o rezolutnym chłopcu, którego ulubioną zabawką jest lalka. Książka, która pokazuje, jak to my dorośli karmimy dzieci stereotypami, niszcząc ich naturalną wrażliwość i sposób postrzegania świata. Pokazuje lekko i humorystycznie. Książka wydana przez Ładne Halo, z honorowym patronatem Czesiociucha.







W przypadku Hani skandynawskie tęsknoty też dały o sobie znać. Najszerszą ofertę skanynawskiej literatury miały Zakamarki. My spotanicznie zakupiłyśmy Emila, bo Emil to zawsze dobry wybór. Są nawet miejsca jak choćby kraje byłego ZSRR, gdzie przygody tego chłopca są znacznie popularniejsze spośród książek Astrid Lindgren niż Dzieci z Bullerbyn.



Jednak od niedzieli codziennie, nawet dziś przed wyjściem do przedszkola, króluje Lato Stiny. Książka Leny Anderson. 2 opowieści o dziewczynce, która wakacje spędza u swojego dziadka na archipelagu. Pogodne i bez żadnego morału. To chyba przesądziło o "ulubieniu" przez Hanię, która w dodatku od pierwszych kartek stwierdziłą, że dziewczynka mieszka w Szwecji i ona też chce tam mieszkać ;(


A skoro już Zakamarki i skandynawska literatura... W przedszkolu na koniec roku, dzieci dostały właśnie taki prezent. Hania, książeczkę "Mama Mu nabija sobie guza". Przesłanie jest mniej więcej takie, że na guza najlepszy jest mrożony szpinak:) Mnie się nie podobała, ani historia ani ilustracje. Hania jednak każe sobie czytać.





To tyle jeśli chodzi o nowośći Młodszej Cacanej. Ale Starsza Cacana też coś tam czyta :) O tym jednak innym razem :)



16 komentarzy:

  1. No coś Ty, Mama Mu jest niczego sobie (swego czasu też tłukłam parę razy dziennie) ;-).
    W tle wypatrzyłam "Strasznie Ważną Rzecz" D. Wawiłow, która mocno wryła mi się w pamięć z dzieciństwa i byłam zachwycona, że ją wznowili. Dzieciaki jednak nie oszalały na jej punkcie, z poezji za to zupełnie przypadkowo chyba już na zawsze zostanie u nas nr 1 "Wesołe miasteczko" Emilii Waśniowskiej, dziś już chyba nie do zdobycia...
    A "Czarownicę" promowałam jako nagrodę dla dzieciaków na koniec roku (3 klasa), niestety bez większego efektu. Szczęka mi dopiero opadła, gdy część rodziców okazała się pomysłowi z książką wyjątkowo niechętna "Kupmy im coś, co ich zadowoli". Toczę teraz boje (słowne) na klasowym forum ;-)
    Z wyrazami zazdrości (u nas tylko targi książki, bez ograniczania się na dzieciach),
    Iza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Strasznie Ważną Rzecz" D. Wawiłow to także mój klasyk, nawet jako dziecko wierzyłam ze napisane specjalnie dla mnie i o mnie :)))) tata kupił na moje 3 urodziny "Kwiata 126" :)) i tez u moich dzieci nie wzbudzilo az takiego entuzjazmu jak sie spodziewałam, nasza klasa tez stoi przed wyborem ksiazki prezentu na koniec 4 klasy, ale fundusze jako klasa mamy niewielkie i z wyborem by dogodzic każdemu bardzo ciężko..

      Usuń
  2. Super, też bym chętnie z takich targów skożystała... Może kiedyś u nas też będą zorganizowane :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. nad czarownicą aktualnie się zastanawiam więc ciekawa jestem co sądzi starsza Cacana :)))) Buziaki wielkie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem ciekawa opinii na temat tej książki

      Usuń
    2. no to jak tylko dowiem sie czegoś od Julki to dam znać, to już ten moment kiedy ja sama czytam tylko recenzje ksiązek dla niej, a streszczenie po przeczytaniu robi mi ona :)

      Usuń
  4. Chetnie wybralabym sie na takie targi ksiazki. Bardzo!
    Gdyby mi nie umozliwiano w Niemczech platnosci karta, to wiekszosci rzeczy bym nie kupila, bo nie nosze ze soba zbyt wiele gotowki. A w sumie nigdy nie wiadomo, kiedy by sie chcialo wiecej wydac...

    OdpowiedzUsuń
  5. kochani podpowiedzcie nam fajne książki nie z wierszami, nie z rysunkami, ale z fajnymi opowiadaniami, bo do snu już czytać niczego nie mamy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla podstawówki "Tobi" i kontynuacja "Oczy Eliszy" - trzyma w napięciu od pierwszych zdań, sama nie mogłam się doczekać następnych rozdziałów i z przyjemnością wracam.
      A dla młodszych "Pluk z wieżyczki" - wracamy do niego co najmniej raz na rok, wraz z kolejnym dorastającym latoroślem ;-)
      Aktualnie czytamy na dobranoc "Kajtusia czarodzieja" - absolutnie niesamowita książka...
      A poza tym zawsze niezawodnie działają tu wszelkiego rodzaju baśnie, mam już sporą kolekcję i bardzo lubię do nich wracać.
      Książki na dobranoc czytam już od jakichś 10 lat, najstarszy syn (11 i pół) ciągle chętnie w tym uczestniczy, najmłodszy (3 i pół) też, o dziewczynkach nie wspominając. Wydaje mi się, że bez tego nie są w stanie zasnąć ;-) A jaką bibliografię zdążyliśmy w tym czasie przerobić...

      Usuń
    2. Ja niezmiennie polecam książki Roalda Dahla, wszystkie ( a jest ich sporo) są fantastyczne.

      Usuń
    3. Bebe& Co -Twoi chłopcy chyba tez jeszcze calkiem nieduzi więc spokojnie łapią się na całą serię o Emilu własnie

      Ana - Roald Dahl to także zawsze doskonały wybór, Julka zna go dzięki swojej angielskiej szkole, a na jej półce gości kilka tytułów, szkoda ze w PL jest mniej popularny

      Iza - szacun, za ten staż :) i wielkie dzieki za te tytuły, bo ja nie znałam

      Usuń
  6. Literatura skandynawska dla dzieci jest niezmiennie - najlepsza. Uwielbiałam ja kiedy byłam mała, a teraz uwielbia też Mila. Ja się potrafię poryczeć, np. pod koniec Patrz Madika, pada śnieg!;) ale oczywiście, więcej jest śmiechu. Kocham, kocham, kocham:)
    Szklane kulki to też u nas hit, od lat. Na czym polega ta gra? Kiedyś kupiłam Mili prześliczne szklane kulki w Habitacie, teraz widziałam że pojawiły się np. w Trafficu. Mam do nich ogromny sentyment, bo kojarzą mi się z dzieciństwem. Przez kilka miesięcy w naszym domu mieszkała rodzina z Francji, i potem te magiczne kuleczki znajdowaliśmy jeszcze przez wiele lat w różnych zakamarkach:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ps. widzę, że dzielimy też miłość do ubranek Joules;)

      Usuń
  7. Bardzo żałuję że mam tak daleko do Krakowa :((( targi były świetne :-)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak byłam ostatnio w Wawie były akurat na narodowym targi książki - tym razem dla dużych :-) ale i tak nie udało Nam sie zdążyć zajrzeć :-(

    OdpowiedzUsuń