wtorek, 3 grudnia 2013

Destination: LAPLAND


Laponia, moje marzenie, po powrocie do domu pozostawiło uczucie wielkiego niedosytu. Kilka dni to stanowczo za mało. Nie spotkałam małej rozbójniczki mknącej na swoim renie ku krainie śniegu, nie widziałam też spektaklu Świateł Północy, choć samą zorzę udało mi się zobaczyć i przyznam, że łzy stanęły mi w oczach. Ze ściśniętym gardłem pędziłam w jej kierunku. Ale do rzeczy, bo dziś nie będę opisywać magi miejsca, temat potraktuję bardzo praktycznie.

Laponia to bardzo rozległa kraina, rozciągająca się na terenie Norwegi, Szwecji, Finlandii i Rosji. Mieszkańcy nazywają siebie Samami, nieszczególną sympatią darzą określenie Lapończycy. Celem naszej podróży było Rovaniemi, miasto, w którym oficjalną siedzibę ma Święty Mikołaj. Rovaniemi jest też największym miastem regionu i jego stolicą. Święty Mikołaj dysponuje wspaniałym orszakiem reniferów, posiada też własne lotnisko. W jego flocie, gdy tylko orszak pozostaje na ziemi, szybują linie Finnair. Połączenia lotnicze z Polski odbywają się wyłącznie z Warszawy, na port docelowy przesiąść trzeba się w Helsinkach. Podróż nie licząc międzylądowania nie jest długa- 1,5 h Warszawa - Helsinki, 1h Helsinki - Rovaniemi. Czas oczekiwania w Helsinkach był w przypadku naszego połączenia dłuugi - około 5h, z powrotem była to tylko godzina.

Rovaniemi widziane z lotu ptaka lub punktu widokowego układem przypomina rogi renifera. Samo miasto nie wyróżnia się jednak niczym szczególnym. Przeciwnie, wygląda jak dziesiątki innych skandynawskich miasteczek. Punktem godnym polecenia jest jednak muzeum Arktikum. Pobyt w nim stanowi dobry punkt wyjściowy do zebrania informacji o regionie i życiu Samów w surowych warunkach północy. Zdjęcia rozpoczynające się od zorzy zostały zrobione właśnie w muzeum. Bo Arktikum słynie między innymi z jedynego na świecie pokazu zórz. Pokaz pomimo jego oprawy rozczarowuje. Animacja podczas której zorza przybiera kształt lisa, potem człowieka nie przekonuje nawet najmłodszych. Cała reszta, zgromadzonych eksponatów, propozycji eksperymentów, gier i zabaw jest naprawdę ciekawa. Mieliśmy jednak jak już wspomniałam trochę szczęścia - zaraz po wyjściu z Arktikum, kiedy na zewnątrz było już całkowicie ciemno, na horyzoncie pojawiły się pomarańczowe i zielone łuny. Nie udało mi się uchwycić tego na zdjęciach, podobnie jak wielu innych kadrów, które pozostaną tylko we wspomnieniach. Ci lepiej przygotowani poruszali się z zewnętrznymi lampami błyskowymi, lub przynajmniej niewielkimi statywami. My poruszaliśmy się z Hania, dla której pierwsze zetknięcie w tym roku z zima wydawało się być traumatyczne. Magia świętego Mikołaja na szczęście zadziałała i udało nam się kolejnego dnia ponownie wyjść na bagatelka - 15 stopni :) Podstawową zasadę obowiązującą w Skandynawii mamy wszak doskonale przyswojoną - NIE MA ZŁEJ POGODY. SĄ TYLKO ŹLE DOPASOWANE UBRANIA. Nie zmienia to faktu, że rękaw mojego super ciepłego królikowego futerka, doskonale zachowanego od jakiś lat pięćdziesiątych czy sześćdziesiątych ubiegłego wieku jakiś pseudoekologiczny świr mi przeciął!





























Murale - ciągnęło się długo i w przeciwieństwie do Aurory dawało się sfotografować :)









17 komentarzy:

  1. Ale magiczna wyprawa dla dzieci !!! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Ha, ale czaderska wyprawa!!! Zorza...to musi być w ogóle totalna magia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. codziennie wieczorem wybiegałam i co pół godziny sprawdzałam czy się czasem nie pojawiła.. :) takich pięknych świateł, jak po wpisaniu zorza w google niestety nie widziałam, te na zdjęciach to foty muzealne :( , no ale coś tam widziałam , no bo co to może być jak nie zorza kiedy pojawia się pas zieleni na głęboko granatowym niebie?, no tak się pocieszam :)

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Halo Hiena, przepraszam, chciałam odpowiedziec a nacisnęlam usuń i w dodatku nie umiem tego przywrócić, przepraszam! Odpowiadajc na pytanie - typowych stoków nie znam, ale jestem pewna, że sa,, na pewno jest w Rovaniemi , zaraz poszukam jak sie to nazywało, natomaist jesli chodzi o biegówki to mają chyba najdłuzsza ilośc tras, zreszta nawet w Rownaiemi widziałm ludzi na nartach biegowych

      Usuń
    2. znalazłam :) http://www.ounasvaara.fi/en, sorki jeszcze raz za to usunięcie

      Usuń
  4. ale wam zazdroszczę wyprawy!! bardzo, bardzo!:))

    OdpowiedzUsuń
  5. Ech, zobaczyć zorzę! :)
    Super!

    OdpowiedzUsuń
  6. wow, ale zima i piękne, magiczne zdjęcia :) Niedźwiedź na zdjęciu wygląda tak realnie, super :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Po prostu bajecznie..... bardzo, bardzo fajna wyprawa... Moje byłyby zachwycone...Cudnie:)

    OdpowiedzUsuń
  8. to musiało być bajecznie ! ! ! czytałam na Twoim fb, że nie możecie się doczekać podróży i zastanawiałam się w którą część Skandynawii Was poniesie ;)...i zaskoczona jestem reakcją na futro, w tych rejonach chyba w nich najcieplej...mimo wszystko

    OdpowiedzUsuń
  9. wow daleko zawędrowaliście !!! :)

    OdpowiedzUsuń