sobota, 29 czerwca 2013

Kalva made my day


Nie jest tajemnicą, że motyw wilka od jakiegoś czasu mnie prześladuje. Zdradzę wam także, że mam wyjątkową słabość do serwisów śniadaniowych. Szczególnie namiętnie kolekcjonuję imbryki i filiżanki :) . Na targach dizajnu pierwszy raz zobaczyłam Kalvę. Pierwszy raz w realu, bo gdy tylko przeglądnęłam liste wystawców, wiedziałam, że ich stoisko odnajdę jako pierwsze. W ofercie oprócz filiżanek i imbryków znajdziecie miski, talerze, kieliszki na jajka i oczywiście kubki. Wszystkie naczynia wykonane są z cieńkiej i lekkiej porcelany, co w przypadku filiżanek jest szczególnie ważne. Nie ma nic gorszego niz gruby rant filiżanki z gorącym napojem. Mnie szczególnie do gustu przypadło wzornictwo. Prosta forma białej porcelany w połączeniu z graficznymi nadrukami to coś co mnie przekonuje. Poza wilkiem znajdziecie szopa, myszkę, jeża. Jeśli nie lubicie motywów zwirzęcych, można wybrać filiżanki z napisami. Kawa w nich naprawdę robi dobry dzień :) Więcej znajdziecie na www.kalva.pl









piątek, 28 czerwca 2013

♥ How to kiss a frog on sale!


Tak na szybciutko. O mojej słabości do How to kiss a frog pisałam już tu. Kolekcja letnia także była moją ulubioną, więc pilnie śledziłam jej losy. Od jakiegoś czasu można wybrane produkty dostać na stronie kidomania.pl.I tam również pojawiły sie wyprzedaże. Rozmiarów Starszej Cacanej jednak nie mieli, a na maila z zapytaniem czy sie pojawią nikt nie odpisał. Z przyjemnością wróciłam na bajeczną strone marki i na 50 % wyprzedaży kupiłam Julce 2 sukienki a Hani spodnium w kwiecistą łączkę. Dzisaj przesyłka dotarła. Cuuudności :)) Miedzy innymi wybrałam sztandarową sukienkę z tej kolekcji - model z flamingami, hitem tego sezonu. Cudownie lekka zwiewna, romantyczna i mega dziewczęca. Na stronie HTKAF mozna kupić także wybrane produkty Lucky Boy Sunday (o którym pisałam w ostanim poście), również w ofercie wyprzedażowej :)

Ps. Przesyłka do Polski 10 euro





Fot. www. howtokissafrog.com

czwartek, 27 czerwca 2013

Lucky Boy Sunday


Post ten planowałam opublikować jeszcze w styczniu, kiedy to wybrałam sie na kilka dni do Sztokholmu, gdzie między innymi chciałam spędzić czas na organizowanych w tym czasie targach Formex. Jest to jedna z największych tego rodzaju imprez w regionie skandynawskim, a wystawcami są różne marki z szeroko pojętego kręgu designu. To właśnie tam pojawiają się te wszystkie perełki, do których wzdychamy widząc je na pintereście, a kilka miesięcy potem w ofercie sklepów internetowych. Jak kilkakrotnie się już żaliłam, wyjazd do Sztokholmu był kompletna porażką (nie licząc zakupu plakatu Beastie Boys z lat 80' w galeri, w drodze na lotnisko), w całości bowiem przeleżąłam go z gorączką w hotelowym łóżku. O Formexie mogłam tylko poczytać i wówczas usłyszałam o Lucky Boy Sunday. Lucky Boy Sunday założyły dwie dziewczyny. Dwie Kamile, równolatki. Połączyły je wspólne pasje i źródło inspiracji. Projektują tkaniny, zabawki, miękkie meble. Nie ważne czy poruszają się w kolekcji dziecięcej czy zajmują sie dodatkami do salonu, czerpanie z dzieciństwa to wspólny mianownik. Lucky Boy Sunday to marka pochodząca z Dani, ale manufaktura znajduje się w Boliwi, gdyż to właśnie tam żyja alpaki, z których pozyskiwana jest wełna do produkcji. Dzięki temu pledy są wyjątkowo lekkie i ciepłe, zabawki i poduszki bardzo miłe w dotyku, idealnie nadaja się do pokoiku dziecięcego. Jeśli do tego dodać ciekawe wzornictwo, pastelową kolorystykę, która w dodatku w żadnej mierze nie jest przesłodzona to okazuje się, że Lucky Boy Sunday odnajdzie się doskonale w pokoju dziewczynki. Każdego dnia :) Kolekcja letnia ewidentnie nawiązuje do świata cyrku i kuglarzy.























FOT. all photos from www.luckyboysunday.dk

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Midsommar vs Wianki


Jakkolwiek nienazwane, jedyna różnica to, że w naszym kalendarzu nie mamy oficjalnego wolnego z tej okazji. Naszczęście świętowanie przypadło na weekend. Duchota krakowska nie tak melodyjna jak krakowski spleen, wygnała nas na zielone. Julka rzucała wiankiem z paproci, dzikich róż i groszku i choć nie pod Wawelem, ale u żródeł Pilicy, najdłuższego lewego dopływu Wisły. Hania odmówiła, nie mogła opuścić swojego straganu :)





























Z okazji dnia taty pojawiły się gry uliczne








Pojawiła sie też czarownica, choc to właściwie nie to święto :) "Jestem babcią Alicji"

A wszystkie te miłe chwile zakończyły się zapaleniem oskrzeli u Hanuszki. Echhhh......

środa, 19 czerwca 2013

Mała ogrodniczka


Kiedy Hania była malutka przeżywałam fascynację zbawkami firmy Moulin Roty. Jednym z ulubionych był zestaw ogrodniczy, o ten. Chodziłam wokół niego i chodziłam, ogladałam wszystkie elementy z każdej strony. Znalazłam tylko jedną wadę, cenę. Może nie zaporową, ale wg mnie wygórowaną, zwłaszcza, że nie chciałam jednej rzeczy. W ostateczności kupilam zioła i papier ścierny. Z pomocą patyczków do szaszłyków (mojego ulubionego przyboru kuchennego) zrobiłam tabliczki znamionowe i umieścilam je w ceramicznych donicach z ziołami. Malutka Hania codziennie podlewała i obwąchiwała swoją balkonową uprawę. Za narzędzia ogrodnicze służyły nam łyżki kuchenne i widelec. Do czasu kiedy zobaczyłam malutki zestaw dla dzieci z firmy sia kids. I na widok ceny się uśmiechnęłam. Hania chodziła z nim do piaskownicy, potem zapomniałyśmy. W zeszłym tygodniu wypadł nam z pawlacza. Po drodze na wieś wstąpiłyśmy do Ikea po kartonowy stragan. 39 pln! Hanka oszalała na jego punkcie. Zdjęcia same się pstrykały.























Po pracowitym dniu w ogrodzie wytchnienie może przynieść tylko lemoniada :)