poniedziałek, 30 września 2013

Following Autumn


Dziś post na szybko, bo zdjęcia pochodzą z dzisiejszego spacerku. Nadchodzący tydzień z racji urodzin należał będzie w całości do Jusi, dlatego jeszcze tego ostatniego dnia września Hania. 13 stopni, bezchmurne niebo, cudownie rozpromienione słońce i ... przeszywający lodowaty podmuch wiatru. A tu za nim wejdziemy do parku trzeba przejść przez Błonia, na których gorzej niż w kieleckiem :) Spacer rozpoczęłyśmy w wełnianej budrysówce i w czapce, która miała dotrwać do zimy. W plecaku dodatkowo ponczo, beret, bawełniana czapka, wełniany szalik, herbata z sokiem malinowym w termosie i zbożowe ciasteczka. I oczywiście kilka opakowań chusteczek do nosa. Stety, niestety oprócz bawełnianej czapeczki przydało się wszystko, choć powrót do domu( z wyjątkiem przejścia przez Błonia) udał nam się w samych swetrach. Hania wracała mega zadowolona z kasztanami w rączkach, w dodatku z przeświadczeniem, że zaliczyłyśmy piknik.



















niedziela, 29 września 2013

Czerwony kapturek


To zdecydowanie, co roku nasza bajka miesiąca. I nie, wcale nie, na Hani nie robi większego wrażenia to, że wilk połknął babcie, nawet specjalnie nie lubi doczekiwać do momentu uwolnienia, chyba że odgłosy pif paf ze strzelby gajowego są odpowiednio głośno zaakcentowane :) Ale ponieważ z początkiem jesieni pojawiają się dziwnym trafem corocznie ciemne czerwienie, wracają renifery,sarny, jeże i inne, ta bajeczka, droga przez las, która u na zdaje się nie mieć końca z uwagi na ilość spotykanych leśnych przyjaciół zawsze wraca.





















sobota, 21 września 2013

September memories


Pachnące szarlotką z antonówek z babcinej jabłonki. Rumienione dojrzałą pigwą, którą będziemy dolewać zimą do herbaty ( tu oko w stronę cioci Marysi :)).







































piątek, 20 września 2013

Lanckorona


Oddalona o jakieś 30 km od Krakowa. Nasze zielone płuca. Kiedy u nas zanieczyszczenie powietrza nie pozwala swobodnie oddychać, tam rześkie powietrze dotlenia cały organizm. Żadnych mgieł, pyłów. No i pięknie jest. Doskonale zachowana architektura drewniana z początku XX w to ewenement na skalę krajową. Mieszkańcy, którzy dbają o podtrzymanie tego uroku. Cudownie bajkowe przydomowe ogródki. Miłe knajpki, muzeum, w którym dziewczyny mogły "dotykać" eksponatów. Podwórza wypełnione ceramiką, kwiatami i kotami. Ryneczek, na którym dyskutują starsi panowie o laskach, dzieci biegają beztrosko. W kawiarni spotkany pewien bardzo znany aktor Teatru Starego i wnuczek, który zamówił babci wielką latte z bitą śmietaną. Taakie klimaty :) I tylko Góra Lanckorońska, na której znajdują się ruiny średniowiecznego zamku troszkę rozczarowała. Nie widziałam z niej ani Babiej Góry, ani Kopca Kościuszki( a miałam!). Ale za to jakie szlaki wokół niej prowadzą. Aleja Zakochanych, Aleja Cichych Szeptów....