środa, 30 października 2013

Trzy lata!!!!


To już 3 lata odkąd napisałam pierwszego posta. Nie był to jednak mój pierwszy blog, równo miesiąc wcześniej powstał blog cafe szafe, który nie wytrzymał próby czasu i konkurencji z cacaovem. Przyznaję, że oba blogi powstały z próżności, jednak były także czymś więcej. Były moja odskocznią, kozetką w gabinecie psychoanalityka, mostem łączącym z dorosłymi mówiącymi tym samym językiem. Od 10 miesięcy mieszkałam w Szwecji, gdzie przenieśliśmy się z półtora miesięczną dziewczynką. U schyłku ciąży, wróciłam do Polski, żeby urodzić Hanię. To było bardzo ważne, żeby urodziła się w Polsce. Ciąża i pierwsze miesiące nie były łatwe. Przełom nastąpił 16 czerwca 2010 roku. Miałam co raz więcej powodów do uśmiechu i choć nigdy nie pozbyłam się strachu, zaczęłam z nadzieją patrzeć na swoje macierzyństwo. Nie znałam żadnych blogów dziecięcych, regularnie czytałamnie tylko dzieciaki , które wówczas wychodziły jako gazetka, chwilę później poznałam ładnebebe, które na początku było blogiem :). Równolegle powoli i systematycznie odnajdywałam pierwsze blogi. I zachwycałam się nimi, sposobem w jaki inne mamy pokazują swoje macierzyństwo, świat swoich córek i synków, jak o Nich piszą, jak na Nich patrzą. Bez lukru, bez martyrologii, z miłością. Mamsan, mamo Maliny i Maji,mamo Nadziejki to o Was. Marzyłam, żeby tak pięknie jak Wy sportretować kiedyś własne córki. To przez Was sięgnęłam po aparat :). Blog dał mi niesłychanie wiele radości. Poznałam dzięki niemu grono osób, do których po dziś dzień lubię zaglądać. Pisałyście nie tylko o macierzyństwie, ale o książkach, podróżach, polecałyście filmy. Podpowiadałyście i inspirowałyście. Kiedy wybrałam się do Paryża, namiary na mieszkanie dostałam od Mimi. Wiedziałam, że to będzie dobry wybór, bo kiedy chętnie wraca się do pewnych miejsc czy to w sieci czy w realnym świecie, to dlatego, że znajdujemy tam coś bliskiego nam samym. U Maji i Maliny zawsze czułam te toskańsko skandynawskie klimaty, a będąc na blogu Mamsan sama od razu czuje się jakimś lepszym człowiekiem. Nie chcę zabrzmieć zbyt patetycznie, ale tak właśnie jest. Odkąd wróciłam do pracy sama co raz rzadziej komentuję, ale nie wyobrażam sobie tygodnia, żeby choć nie przeczytać co u Dragonfly - mamy rezolutnej Hani i słodkiego Jerza :),Piegowatej , Jo, Jagody, Pauli, Monique. Ciesze się, że wróciła Polala :), mogę wchodzić już do Dag,której Synów w wyobraźni zawsze widzę na rowerach biegowych :) ale mój bloger uparcie odmawia subskrypcji. Mogłabym wymieniać jeszcze długo... Dziękuję za obecność tu Każdego z Was. Nie mam odsłon mierzonych w tysiącach. Mam Was autentycznie życzliwych, mądrych życiowo, pozytywnych i fajnych czytelników. I proszę zostańcie :))) Dziekuję wszystkim i każdemu z osobna, tym którzy są tu od 3 lat i tym, którzy zaglądają do nas od niedawna. Dziękuję, za to jacy jesteście, w jaki sposób się tu wypowiadacie, za życzliwość i uśmiech. Nasza historia zatoczyła koło. Blog powstał, by oderwać się od smutku i strachu. Zająć głowę rzeczami błahymi, by mieć troski jak każdy inny rodzic i takie same radości. I jeszcze umieć je znajdować. I powiem Wam, że to się udało na 100%. Jest na tym blogu post dla mnie szczególny, nazywa się Serce dziecka. Odszukajcie jeśli macie ochotę. Zrozumiecie. Strach wrócił, czasem paraliżuje całe ciało. Nie wiem jak potoczy się nasza historia, wiem, że zapiski,które tu zostawiam pozwalają mi uciekać od problemów przynajmniej wirtualnie.

A na zdjęciu dziś królowa mojego serca. Jedna z dwóch :) Znacie ją?



środa, 23 października 2013

Takie tam w Szczyrku


To był intensywny weekend, długo wyczekiwany. Nie ma lepszej pory roku na wypady w góry niż babie lato. Trafiły nam się słoneczne dni, z chłodniejszą sobotą i upalną niedzielą. Wybór padł na Beskidy, choć najbardziej o tej porze chciałabym być w Bieszczadach, a tydzień wcześniej planowałam Tatry :) Wszak kobieca natura zmienną jest, a jesienią zmienność nastrojów towarzyszy mi wyjątkowo często. Przygodę rozpoczęliśmy na dolnej stacji kolejki na Skrzyczne. Ten dzień z założenia miał być łatwy i przyjemny. Remont górnej stacji wyciągu uniemożliwił nam dotarcie na najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego. Zatrzymaliśmy się na Hali Jaworzyna, zjedliśmy kanapki, wypiliśmy herbatę wystawiając twarze do słońca i ponownie zjechaliśmy na dół. Resztę dnia wyznaczyły nam spacery po lesie, obowiązkowa wizyta na placu zabaw i nerwowe szukanie oscypków.Wieczór spędzony przy kominku i z butelka wina był moim luksusem. Za to niedzielę moje ciało wspominało jeszcze przez kolejne dwa dni. Na ten dzień najbardziej cieszyła się Julia. Trasę na Klimczok rozpoczęliśmy przy Sanktuarium Matki Bożej. Wybraliśmy trasę niebieską. Pytanie czy trasa nadaje się dla niespełna czteroletnich Hań? Nie, to nie jest dobry pomysł. Była najmłodszą turystką na szlaku, wzbudzającą zachwyt starszych pań i panów, w tych rzadkich chwilach, gdy maszerowała na własnych nogach. Wspinaczka zaliczona na rękach mamy i baranach u taty, gdzie Hanusza zdążyła sobie uciąć nawet krótką drzemkę utwierdziła ją, że uwielbia się wspinać :)Na szczęście gdy już dotarliśmy do schroniska młodsza Cacana zyskała drugie życie. Króliczki w klatce i plac zabaw sprawiły, że zmęczenie odpłynęło w jednej sekundzie. Opieczętowała się na ciele i w książeczce PTTK. Obiad w schronisku dał siły na zdobycie już samego szczytu, a obietnica skonsumowania batonów czekoladowych sprawiła, że powrót z gór odbył się już praktycznie na 8 stóp. Wróciliśmy usatysfakcjonowani, ze daliśmy radę z Hanią, ale dziś myślę, że to trochę niesprawiedliwe, że tak skupiliśmy się na niej. Z oczu umknęło nam podejście Julki, bardzo dojrzałe i dla mnie wzruszające. Bardzo pomagała, zgadywała Hankę w chwilach zwątpienia i jeszcze naprawdę cieszyła się swoim zmęczeniem, widokami. Jesień, zima, góry to chyba jej żywioł. I naprawdę nie naciągam nic a nic kiedy piszę, że w takie okoliczności przyrody to tylko z Julią.


















































poniedziałek, 14 października 2013

Ojcowizna


Wspomnienie ostatniego weekendu na jurajskiej wsi. Miniony weekend planowaliśmy spędzić w górach. Sobotni mecz zrujnował moje plany i ostatecznie weekend spędziliśmy na .. wyżynie :) Piękną mieliśmy niedziele - słońce, 21 stopni, 4 kobiety, 2 pokolenia, 2 siostrzane zestawy i nasza jabłonka.







































niedziela, 13 października 2013

Taaaakie buty. Focus na trzewiki.


Gdyby kazano mi opuścić dom w trybie natychmiastowym pewnie wybiegłabym w trampkach, ale gdybym dostała chwilkę do namysłu przebrałabym szybko trzewiki. Są absolutnie ponadczasowe i uniwersalne. Muszą mieć sztywny zapiętek a model dziecięcy szeroki nosek. Od dwóch lat pozostaje pod ogromnym wrażeniem modeli krakowskiej marki Efvva, poza doskonała jakością wyróżniają się także fantastycznym wzornictwem. Kiedy robi się chłodniej rozglądam się za modelami z podwyższoną cholewką. I do niedawna takie znajdowałam w Jacadi. Pierwsze przywiozłam Hani z Paryża. Od jakiegoś czasu w Krakowie mamy pierwszy w Polsce sklep firmowy. To znak, że Kraków butami dla dzieci stoi. Tak, tak kultowe już Gucie też są z Krakowa :) Dzieci rosną. Rośnie stosik płóciennych woreczków Efvva i niebieskich pudełeczek Jacadi :)



To oczywiście Efvva

Fot. jacadi.fr

Od jakiegoś czasu namiętnie przeglądam zasoby internetowych sklepów. Toż tam perełki, prawdziwe perełki można znaleźć. Poniżej nasze typy.

Numer 1 Pinocchio. Od dawna bardzo mi się podobały, lecz wydawały się nieosiągalne. Super wygodny, klasyczny model. Po wyjściu kuriera Hania nie zdejmuje ich z nóg. Po odnalezieniu strony producenta okazało się,że buty Hip,które także wzbudziły moje zainteresowanie to ta sama marka. Moje zdziwienie było jeszcze większe gdy odkryłam ze pochodzą z Holandii, a nie jak wbiłam sobie kiedyś do głowy z Anglii :)

Numer 2 to Citrouille et Campagnie. Cena. Pięęękna. Julka nosi już kolejny model.



Obydwie marki dostępne na spartoo.pl





Podobają nam się też buty Ocra. Klasyczny model mruga do nas jednym oczkiem. Kolorowo i zabawnie. Dostępne są m. in na zalando.pl



Ps. Post powstał pod wpływem dużej ilości zapytań zarówno na blogu jak i w wiadomościach na fb o buty, które noszą Cacane. Pytałyście m. in o to dlaczego nie podpisuję ubrań. Nie podpisuję i raczej nie będę, jeśli jakaś marka podoba mi się bardziej niż inne piszę o niej. Więc jeśli chcecie wiedzieć nie ma sprawy odpowiem, tyle, że na fb chyba rzeczywiście szybciej :)