wtorek, 26 listopada 2013

Pofilozofujmy...


Leszek Kołakowski mądrym człowiekiem był. Leszek Kołakowski córkę miał. Faktem powszechnie znanym jest, że dzieci bacznymi obserwatorami świata są. Że zapędzić człowieka dorosłego, myślącego w kozi róg pytaniami w stanie są, z tzw. doświadczenia życiowego wiem. Czy sprawiedliwość jest na świecie? Jak ma się sprawiedliwość do etyki i moralności. Co jest faktem, a co oceną faktu i czy taka gadka szmatka ma w ogóle sens?

Debata filozoficzna Królika z Dudkiem o Sprawiedliwości ukazała się nakładem wydawnictwa Muchomr. Hani bardzo spodobała się szata graficzna. Julia po pierwszym przeczytaniu zmarszczyła brwi i mruknęła pod nosem. Po kolejnym mruknęła hmm i lekko się uśmiechnęła. Myślę, że parę razy powinna jeszcze przeczytać tę debatę, więc w jakiś niewielkich czasowych odstępach pod nos jej podsunę książeczkę:)











Z Mądrościami z doliny Muminków rzecz się ma inaczej. U nas to pozycja oczywista, choć wg mnie niekonieczna. Książeczka zawiera kilka prawd absolutnych i innych oczywistych oczywistości. Jednak dopiero po lekturze zrozumiałam dlaczego Hania odmawiając jedzenia twierdzi, że jest zbyt szczęśliwa, żeby jeść :)



piątek, 15 listopada 2013

Domkomania


Domek dla lalek to chyba marzenie każdej dziewczynki. Na zrealizowanie naszego czekałyśmy długo. W między czasie były domki budowane z lego, domki tekturowe, materiałowy domek H&M'owy wypełniający pół pokoju Hani. Ale to ciągle nie było to. W dniu 4 urodzin Hania dostała 2 domki. Tak dwa, farciara mała :) Oba polskiej produkcji pochodzą z tego samego sklepu Ten poniżej od swojej mamy chrzestnej. Wykonany jest z jasnej sklejki, a w zestawie zawarte były białe drewniane mebelki. Całość wygląda bardzo lekko i minimalistyczne, stanowi świetną bazę dla nieograniczonej wyobraźni dziecięcej. W domku zamieszkały leśne zwierzątka Schleich, którymi Hania ostatnio uwielbia się bawić. Ten domek to hit!















Drugi domek Hania dostała od nas. Ręcznie robiony, wykonany z drewna. Całość pomalowana białym akrylem. W naturalnym kolorze pozostał dach i zewnętrzne ramy okien. Jest wysoki, półki są szerokie i ustawne. Ten domek to także spełnienie moich marzeń z dzieciństwa, więc domyślam się, że w grudniu, w okresie okołoświątecznym spędzimy z dziewczynami dużo czasu na dopieszczaniu go, meblowaniu i kwaterowaniu nowo przybyłych mieszkańców. Dlatego dziś pokażemy tylko dwa zdjęcia, by za jakiś czas wrócić w pełnej krasie. Tak w ogóle, to myślę sobie, że nadchodzący czas sprzyja takiej domkomani. U nas na pewno pojawią się domki z piernika, domki lampiony, domki ciasteczka, domki w kalendarzu adwentowym... Home sweet home... :)







wtorek, 12 listopada 2013

Forest Friends - 4th Hania's Birthday Party


A właściwie Kolombina i leśni przyjaciele. Bo, że Hania wystąpi właśnie w tej sukience wiedziałam już od wakacji. Kusiło mnie, żeby po raz drugi urządzić jej urodziny w stylu cyrkowym. Pierwszy raz wyglądały tak. Dziś zrobiłabym to zupełnie inaczej. Wygrały jednak leśne postacie, bliższe Hani ostatnio, może poprzez porę roku? Julka nauczyła mnie, że w dniu urodzin, najważniejsze jest miłe rozpoczęcie dnia, więc na Hanię czekał specjalnie przystrojony stolik ze śniadaniem. Potem pierwszy prezent od nas. Następnie założenie urodzinowej sukni i baletek. Pierwsze stuk puk. Ciocia z wujkiem i małym Jasiem. Drugie stuk puk i babcia z dziadkiem. Sto lat i dmuchanie świeczek( zmienionych w ostatniej chwili na prośbę Jubilatki :)) Z głośników leciały oczywiście Filipinki - Bal Arlkeina. Nasza Kolombina dzielnie kręciła piruety i wywijała twista. Dzień był bardzo emocjonujący :)





























poniedziałek, 11 listopada 2013

HANIA 4 LATA MA!


Wczoraj wystrzałem francuskiej lemoniady odtrąbiliśmy oficjalnie liczbę 4. O 8.20 obudziłam pocałunkami moje maleństwo, bo dokładnie o tej godzinie 4 lata temu podano mi ja do pocałowania :). Moje maleństwo ma już 4 lata!!! Pewnie pukacie się w czoło czytając to, ale ja widzę w niej dzidziusia cały czas. Całuśne policzki, pulchne łapki i włosy ciągle miękkie jak puch. Ciałko pachnące oliwką. Moja czterolatka ciągle uwielbia się przytulać, co wieczór pyta czy może rano przyjść do naszego łóżka i chociaż nasze kręgosłupy proszą o ukrócenie tych nocnych wędrówek,to jakoś nie chcemy się temu rozsądkowi poddać. W minionym roku uporaliśmy się wreszcie z kolorami, bo choć z rozróżnianiem ich ich problemu nie miała, to z nazewnictwem była tragedia, ten sam czerwony w ciągu jednej minuty był zielonym, różówym, czarnym, etc. Choć grupy kolorów przyporządkowywała bezbłędnie. Problemów tylko nigdy nie było z białym. Biały jak Muminek, oczywiście :) Do grona ulubionych bajek dołączyły Smerfy i Mali Einsteini. Rudolf ciągle na podium. Co raz rzadziej Masza i Niedzwiedź. W czytankach królują Lato Stiny i różne części Charlie i Lola. Zmienił się sam sposób wypowiedzi Hani, co raz trudniejsze zadania złożone, co raz ładniejszy styl wypowiedzi. "Natomiast", "ponieważ" to chleb powszedni, usiadłam z wrażenia, gdy swoim zabawkom coś tłumaczyła z prawidłowym użyciem słowa "konsekwentnie" Nie wiem czy istnieje coś takiego jak Muminkopedia, ale jeśli nie to właściwie mogłaby wziąć udział w opracowaniach :) Jadąc w góry pyta czy jedziemy w Góry Samotne, wchodząc na latarnie morską martwi się o kondycje psychiczna latarnika :) Widząc z oddali dymiące kominy, ekscytuje się, ewentualnym wybuchem "pulkana"( wulkan). Bo Hania, nieustająco myśli. Naprawdę myśli, łączy fakty, wyciąga wnioski. Jest bardzo bystra. Do tego wszystkiego ma bardzo bujną wyobraźnię. Nigdy się nie nudzi, nawet, gdy sama tak twierdzi. Czasem wydaje się być "niegrzeczna". Ale w cale nie jest. Wszystko zależy od podejścia. Jeśli podejmiesz próbę pogadać "jak z człowiekiem" jest duża szansa, że przemyśli twoje argumenty. Ale jeśli postanowisz narzucić jej swoje zdanie,"bo tak", a ona w danym temacie ma już własne - biada ci.



















środa, 6 listopada 2013

From W drzewach with love...


Minął już ponad tydzień od naszego powrotu z tego magicznego miejsca położonego pośród liściastego lasu na jednym ze wzgórz Nałęczowa.

A zaczęło się od znalezienia udostępnionego albumu na fb. Mój zachwyt, męża zachwyt i rezerwacja dokonana w ciągu 5 minut. Początkowo pomysł na ten rodzaj hotelu bardzo przypominał szwedzki projekt Treehotel. On też wzbudzał mój zachwyt, kabiny osadzone na drzewach przypominały np. ptasie gniazda. Sam projekt zyskał zresztą ogromną popularność. Treehotel, od Sztokholmu, w którym mieszkaliśmy oddalony był jednak o jakieś 1000 km i tak się składało, że nigdy nie był nam "po drodze". Co innego w Polsce :) Zresztą w myśl przysłowia cudze chwalicie swego nie znacie, postanowiliśmy poznać "swoje". A chwalić będziemy nawet jeśli poznamy cudze. Zawsze imponuje mi kiedy ludzie robiąc coś z pasji i serca osiągają taki efekt. A ten projekt powstał z serca. Młody tata postanowił wybudować maleńkiemu synkowi Frankowi domek na drzewie. Trochę się zagalopował w tej budowie i tak powstał pierwszy domek, który na tyle spodobał się inwestorom, ze powstały jeszcze dwa. Domki są komfortowe i bardzo estetyczne, dobrze rozplanowane. Każdemu przypisane jest inne drzewo, przez konstrukcje naszego przechodził grab. Na półce oprócz lornetki, planszówki leżały m. in książki o drzewach dla dużych i małych. Jednak to co najbardziej zachwyca, to wkomponowanie domków w otoczenie. Cała działka jest pięknie położona, a miejsce oddalone od zgiełku małego uzdrowiskowego miasta, jest oazą spokoju. Już sam dojazd był obietnicą. Choć wyjeżdżaliśmy z Krakowa około 14 całą drogę towarzyszyły nam mgły, które ustąpiły przed samym Nałęczowem. Sam podjazd do posiadłości prowadził wąwozem obsypanym kolorowymi liśćmi, które obłędnie skrzyły się w świetle reflektorów. Przywitała nas cisza i... przepyszne ciasto czekoladowe :) Przez cały pobyt towarzyszyła nam cudna pogoda. Grzechem byłoby odmówić sobie śniadania na tarasie, które codziennie serwowane było do domku w wielkim koszu wiklinowym. Taras był moim ulubionym miejscem, zajmował powierzchnię dachu, najchętniej nie opuszczałabym go cały weekend. Dlatego mój leżak dosunięty do barierek ochronnych był moim miejscem dowodzenia i obserwacji zachowań nie tylko własnego potomstwa, ale i życia toczącego się w drzewach. Choć tego ostatniego z mniejszym powodzeniem. Zajęło mi trochę czasu ogarnięcie lornetki :)Trochę martwiłam się, czy w takim miejscu Hania się odnajdzie i znajdzie sposób na rozładowanie energii. Zupełnie niepotrzebnie, bo piękna pogoda pozwoliła nam nie tylko na spacery po okolicy np. po pobliskim Kazimierzu Dolnym, ale i na buszowanie w liściach, pisanie patykiem po pniach, bieganie po schodkach na taras, z tarasu - krótko mówiąc na świetną zabawę w drzewach. A mam nadzieję, że nie wyjdę przed sympatycznymi właścicielami na peplę, jeśli zdradzę wam, ze za rok powstanie tam super plac zabaw, cały z drewna. Rodzice Franka i Tosi znają się na rzeczy, więc wierzę, że najmłodsi goście padną z wrażenia. Ja sama chciałabym zobaczyć jeszcze raz to samo miejsce super śnieżną zimą. Kto wie...

Pojechaliśmy do konkretnego miejsca - do W drzewach. Pochodzę z najlepszego, najładniejszego i najfajniejszego małego miasteczka uzdrowiskowego na świecie, więc zwiedzanie innego uzdrowiska mnie nie interesuje z zasady :))) No ale nie będę taka i przyznam, że w Nałęczowie jest co pozwiedzać i gdzie pospacerować. Szczególnie amatorzy S. Żeromskiego i stylu podhalańskiego będą zadowoleni :) No i do Kazimierza rzut beretem. My wracając odwiedziliśmy jeszcze jedno miejsce- Mleczną Drogę, o którym Ładnebebe pisało tu. Warto było pysznie :)