poniedziałek, 6 stycznia 2014

Family Ski Trip 2014


Nie można czekać w nieskończoność na zimę. Szybka decyzja. Szybkie rozeznanie w temacie, gdzie i jaka grubość pokrywy śnieżnej. Jak zwykle Białka rządzi. Telefon do ulubionego pensjonatu. Ufff, ktoś odwołał rezerwacje. Plan jest, jedziemy 2 stycznia. Zonk Julia, po 3 sezonach wyrosła ze swoich butów narciarskich, narty też już czas na dłuższe zmienić. Internet, telefon do sklepu, dacie rade na jutro 31.12 dostarczyć sprzęt? ( odległość jakieś 50 km). "Damy radę". Ok, przelew natychmiastowy. Czekamy. 2 stycznia ja budzę się chora. Faszeruję się baterią leków, a nart nie ma. Telefon. Będzie 3 stycznia po 14. Żart. Nie czekamy, bierzemy co mamy i ruszamy. W radiu trąbią o wielkich korkach. Ufff nie w naszym kierunku. Po półtorej godzinie my cieszymy się już śniegiem, a wieczorem relaksujemy w termach. Hanka zachwycona. Za nim jeszcze zmoczy czubek głowy, wypływamy na zewnątrz, oddychamy świeżym powietrzem i patrzymy w gwiazdy. Mijają nam kaszle i katary. Następnego dnia Julia jeszcze daje radę na starych nartach, ale jej stopy nie są zachwycone. Pada pomysł, że skoro i tak trzeba jej wypożyczyć sprzęt to może by tak spróbowała na desce snowboardowej? Jasne i nawet znalazł się wolny instruktor na 1 godzinę. Tatuś zaciera ręce. Ja pamiętając swój pierwszy i ostatni raz na desce przygotowuję ja na to, że najpierw trzeba się nauczyć balansować, upada się ciągle na pupę, albo na kolana, nie ma mowy o wyciągu, tylko ciągle zdejmujesz deskę i ją zakładasz i tak w kółko bla bla bla. Instruktorka w zachwycie. Po tej godzinie Julka jeździ. Normalnie tak po prostu jeździ, na przedniej, tylnej krawędzi, skręca, zmienia. Właściwie nie powinnam być zdziwiona, ten typ tak ma.

I tu mała dygresja i przestroga.

Julia ma 4 latka. Umie już jeździć na nartach. Wybieramy się do sklepu po nowy sprzęt snowboardowy dla taty. Tata wybiera, a sprzedawczyni tak na oko 50 letnia widząc podjarkę dziecka wykorzystuje sytuację i wciska nam sprzęt dla malucha. Mała Jusia zachwycona, ja widząc malutkie buciki snowboardowe też, ale coś każe mi się zastanowić, tym bardziej, że tata nic nie kupuje i będziemy szukać dalej. Julka cały czas nudzi, żeby jej też kupić, ona chciałaby najbardziej deskę z Myszką Miki :) Uśmiechamy się do siebie i mówimy jej, że ok, jak znajdziemy gdzieś deskę z myszką M to kupimy. No przecież prawdopodobieństwo bliskie zeru. Trafiamy do skate shopu. Obsługuje nas młodziutki chłopak, student AWF. Na ścianie wiszą malutkie deski z Donaldem i Pluto. Mnie robi się słabo. Niewiele brakuje do zakupu, a tu nagle chłopak sam z siebie tłumaczy nam, że to błąd. Że ona jest za mała, nieważne, że bardzo sprawna. Lepiej żeby przez najbliższe lata skupiła się na nartach i sportach symetrycznie obciążających kręgosłup. A po deskę wróciła po ukończeniu 7 lat. Wiem, ze na stoku jest mnóstwo malutkich snowboardzistów i wcale nie twierdzę, ze wyrosną z nich dzieci z wadami kręgosłupa, bo wiadomo, że to zależy od wielu czynników. Ale faktem jest, że każdy z nas ma stronę silniejszą, którą mocniej eksploatuje, a na desce ten układ jest wręcz wymuszony warto się więc zastanowić. Nauka w późniejszym wieku jest równie emocjonująca.















































18 komentarzy:

  1. cudnie i zimowo... narty, to zdecydownie moja ulubiona dyscyplina sportu, u nas też wszystkie juz śmigają. Melusia nauczyła sie rok temu, własnie zaraz po skonczeniu 4 latek... zacieramy rece, bo juz pod koniec stycznia jedziemy szusowac do Czech i ...mam nadzieje, ze nie po trawie:) snowboard na razie nie kręci moje M'ki...mnie z reszta też nie, wiec może dlatego:) Ściskamy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja bym chciała umiec na desce, ale ponieważ zawsze trzeba dokonywać wyboru, a czasu mało, to wybieram narty bo wiem, ze się przynajmniej najeżdzę, a z deską zmarnuję kupę czasu za nim nauczę się podstaw i balansu..
      daj znać po powrocie nt ośrodka i warunków w którym będziecie, czas rozstać się z Białką, bo choć moim zdaniem to najlepszy ośrodek rodzinny w PL, to z roku na rok coraz większa masakra przy bramkach. Raz stałam nawet 40 minut!

      Usuń
    2. Jakie cudne zdjęcia...!
      I teraz mam dylemat, czy może spróbować z tą Białką (najlepszy ośrodek rodzinny, naprawdę?) czy zostać przy zeszłorocznym odkryciu - Kamiannej. Chciałoby się zmian, ale to stanie przy bramkach mnie mocno zniechęca. Myśleliśmy też nad Słowacją (byliśmy, ale poprzednim latem) - warunki super, tylko ta podróż - jednak z W-wy to trochę trudniej... No zobaczymy, u nas ferie dopiero na koniec lutego, może jeszcze gdzieś wyskoczycie i się zainspiruję ;-)

      Usuń
  2. ja bym chciała tak ja Dziewczyny!!!
    mam new deske rossignol i buty salomon new i raz jezdziałam :/ aż żal! może bym się w końcu nauczyła :D wypadałoby :D niech mnie Julka nauczy :D
    zdjęcia świetne, klimat świetny!!! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja tez mam deske i buty i tez tylko raz uzyte, nie podeszlo, na nartach czuje sie idealnie, moge jechac mega szybko by podniesc sobie poziom adrenaliny i moge spacerowo sie relaksowac i podziwiac widoki, na desce mega stres, że ona mnie nie słucha i walka o zycie :)

      Usuń
  3. A co polecasz dla poczatkujacych maluchow? Nasza mala ma powyzej 3 lat ale w tym roku jej jeszcze nie bralismy, moze dlatego ze ja sama jeszcze super nie jezdze. Mamy plany sie wybrac rodzinnie w przyszla zime jak juz bedzie wieksza:) Widzialam na zdjeciach ze Hania ma fajne krotkie nartki doczepiane do butow- gdzie takie dostac?A jak z kijaszkami dla malych przydaja sie czy na odwrot, zawadzaja?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja zdecydowanie polecam narty i na poczatek łagodne stoczki, za nim wyjedzie sie wyciagiem na szczyt, nawet chodzenie w takich nartkach po osiedlowych skwerkach i malych górkach, Hania ma plastikowe narty, jeszcze Julkowe, kupione w hipermarkecie, ale w budkach przy stokach tez można takie kupić, Hani kijki raczej przeszkadzały, Hania na nartach raczej chodzi, nie jeździ, dlatego następnym razem założę jej prawdziwe buty ( mamy jeszcze po Julce takie malutkie) i pożyczę narty, licząc na to, że but w wiązaniach wymusi naturalnie zgięcie kolan i może łatwiej załapie.., generalnie O ile Julka nauczyła sie bardzo szybko , zaczynając własnie na tych plastikach mając 3 lata, to z Hania jest inaczej... aha i im krótsze nartki tym dziecku łatwiej, wiec trzeba celować co najmniej w 20 cm mniej niz dziecko...

      Usuń
    2. Dzieki za rady!:) musze sie rozejrzec teraz i moze jakas okazje kupie z mysla wlasnie na przyszly sezon. Jak bylismy teraz na swieta u rodzicow we Wroclawiu mielismy nadzieje skoczyc do Czech, nawet kupilam malej spodnie narciarskie i kozaczki no ale sniegu ani ciut. Cala nadzieja w przyszlym sezonie:)

      Usuń
  4. No i właśnie pomogliście nam podjąć decyzję co robimy w następny weekend ;) Super dziewczyny, super zdjęcia i jak zwykle bez przygód się nie obyło :D A co do deski, ja porzuciłam narty w wieku 18 lat kiedy to już cudnie śmigałam i pamiętam, że 2 sezony się strasznie męczyłam by wszystko na desce załapać. Teraz nie wyobrażam sobie powrotu do nart, tylko czas odświeżyć sprzęt, bo ciągle na początkującej jeżdżę :P eMka na razie też obstaje przy tym, że che jeździć na desce, ale życie zweryfikuje na czym będzie zaczynać...

    OdpowiedzUsuń
  5. Dopiero co pisałyśmy o Julce nastolatce (11-nastolatce) A teraz ma 4 ? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dygresja dotyczyła sytuacji sprzed 7 lat :)

      Usuń
    2. sprawdziłam w słowniku "dygresja" i już rozumiem :) proszę wybaczyć

      Usuń
  6. Prawdziwy snieg w Polsce! Wyglada imponująco :D Wasze zdjęcia super. O narty Julki miałam się pytac, bo cos krótkie mi się wydaly. A tu mosz. Chyba bym kryzysu dostala, jakby mi te narty na czas nie przyszly! Snowboard to już zupełnie nie moja bajka. Nie i koniec. Wydaja mi się trudniejsze od nart. A Julka wygląda rewelacyjnie i ten snowboard jak dla niej stworzony!

    OdpowiedzUsuń
  7. jednym słowem - pełen spontan 8))

    OdpowiedzUsuń
  8. Od LO nie byłam na nartach i... tęsknię, bo jak się raz spróbuje, to niech nos odpada, niech ortopeda w miesiąc po pęknięciu ręki i urazie kręgosłupa wyda opinię "raczej nie używać kijków", to i tak się jedzie, jak się ma okazję;-). Na desce też chciałam spróbować, ale właśnie wtedy ta ręka i kręgosłup... Ogólnie na nartach, jeżdżąc wcześniej tylko raz, dawałam radę, ale z dechą nie ryzykowałam. Dobrze, że napisałaś o deskach i maluszkach, bo narty to fantastycznie rozwijający sport, a deskarze... fajnie ich się zasypuje śniegiem jak leżą na stoku:]. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. zabawy na śniegu = frajda dla dzieci :)

    OdpowiedzUsuń
  10. suuuper ! ! ! podziwiam Julcię i brawo dla sprzedawcy, który zna się na rzeczy i nie wciska...
    ja mam problem namówić starszą na łyżwy i póki co śmigam sama ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Podziwiam Dziewczynki! Ja bym się wyłożyła zaraz po wstaniu. O ile bym w ogóle wstała na desce :D

    OdpowiedzUsuń