sobota, 30 sierpnia 2014

Baltic Project 2014. Fourth week


Żeby nie było, że czas w Sopocie spędzaliśmy tylko w barach. Było też kreatywnie, muzycznie, sportowo a nawet naukowo. Oczywiście wszystko na luzie i w wakacyjnym rytmie. Surfing, zumba a także warsztaty twórcze organizowane przez Ambelucję w ramach targów książki - Literacki Sopot, prowadziły nas regularnie do Zatoki Sztuki. O samej księgarni Ambelucja będzie tu jeszcze pewnie nie raz, bo książki wypełniły nam pół bagażnika :)











































Wyprawa do gdyńskiego Centrum Nauki Experyment była tą, w której chęć szczerą zgłosili nawet tatusiowie. Każdy chyba znalazł coś dla siebie. Hania najbardziej upodobała sobie sklepik z pamiątkami czyli grami i puzlami :), ale na samej wystawie najbardziej zafascynował ja dział poświęcony ciału człowieka, w szczególności eksponat pokazujący zawartość wody w organizmie człowieka oraz wędrówkę krwinki przez układ krążenia, brrrr. Nasz kolega Tymek przeżywał właśnie etap fascynacji "elektrycznością" i "energią słoneczną", a Julia prawie cały czas chodziła własnymi ścieżkami. Natykałam się na nią co jakiś czas, gdy uważnie czytała, eksperymentowała i rozmawiała z obsługą. To też ona odczuwała największy niedosyt, gdy padło hasło wracamy. Warto było się wybrać.



















piątek, 29 sierpnia 2014

Baltic Project 2014. Third week


Na dwa kolejne tygodnie plażowania z Dąbek przeprowadziliśmy się do Sopotu. Przyznam, że z naszego małego raju wyjeżdżaliśmy z obawami. W Sopocie ostatni raz byłam kilka lat temu na Openerze i oczywiście bez dzieci, dlatego wizja rodzinnych wakacji zupełnie mi się nie jawiła. Wiedziałam, że nasze mieszkanie oddalone jest trochę od morza i znajduje się w jednej z willowych dzielnic. Ale tym razem miejsce wybrali nasi przyjaciele. I zostałam bardzo mile zaskoczona, odległość od morza wcale nie okazała się dłuuugą drogą przez mękę, a w architekturze Sopotu po prostu się zakochałam. Dziś śmieje się, że plażowaliśmy w miejskim stylu, zawsze w pobliżu jakiegoś baru, który dawałby schronienie przed przelotnym deszczem. Ponieważ sierpień w swojej drugiej połowie wyraźnie zmierzał już ku jesieni, zamotani byliśmy przeważnie w chusty, szale, czapki i swetrzyska, ale dzieci i tak nie odpuszczały kąpieli. Zamiast zachwycać się słońcem obserwowaliśmy chmury obstawiając prawdopodobieństwo ulewy i tego czy zdążymy się ewakuować do baru. Zdarzało się nie zdążyć :) Zrobiliśmy sobie też wycieczkę do Gdyni na zlot żaglowców, ale zmarzliśmy bardzo za nim dopłynęły, więc też musieliśmy poszukać schronienia w jakimś ciepłym barze, ale kilka zdjęć jest :))