czwartek, 20 listopada 2014

W Dolinie Kościelskiej


Miały być zdjęcia z Doliny Kościeliskiej, jednej z najpiękniejszych w Polsce. Okazało się, że zrobiłam lepsze zdjęcia swoim córkom niż dolinie :) Po pierwszym odczuciu rozczarowania stwierdziłam, że Dolina stała się jednak pięknie dobranym tłem. I tak wyszła mi całkiem udana sesja ciuchowa i przy okazji uznałam, że duńskie projekty doskonale sprawdzają się w naszych Tatrach :) Sukienka Julki to sowa z Pop Up Shop, za którego sprowadzenie do Polski jestem wdzięczna cocoshki. Doskonała jakość i wzornictwo. Jest super wygodna i Julka uwielbia ja nosić, sprawdza się jak widać nawet w surowych warunkach. Podobny model z grubej bawełny, z niedźwiedziem polarnym od roku nosi Hania i jest to jeden z nielicznych, z którym nic nie dzieje się w praniu (nie skróciła się nawet o 1 cm, a ja nawet wełny nie piorę poniżej 50 :)) Jednak tym razem Hania miała na sobie sukienkę i czapkę Pierrot La Lune. Pierrot La Lune to moje tegoroczne, instagramowe odkrycie. Początkowo zakochałam się w ich swetrach z alpaki, we wzorach jakich od dawna bezowocnie poszukiwałam. Kiedy zdecydowałam się na zakupy, rozmiary moich dziewczyn były już niedostępne. Z pewnością jednak będę śledzić ich propozycje na kolejne sezony, bo patrząc na zdjęcia Hani, mam wrażenie, że stworzone są na nią wprost idealnie. Niestety marka nie jest dostępna w Polsce.

Odchodząc od tematu ubrań. Trasa w Dolinie Kościeliskiej liczy sobie od granicy Tatrzańskiego Parku Narodowego w Kirach do Hali Ornak niecałe 6 km. Bułka z masłem dla Julki, dla Hani już nie bardzo. Kwota 200 zł za przejazd konikami była jednak dla nas zaporowa, gdyż jako ludzie z miasta posługujący się prawie zawsze kawałkiem plastiku liczyliśmy co najmniej na znalezienie bankomatu. Okazało się, że najbliższy był podobno na Krzeptówkach. Wspólnymi siłami uciułaliśmy w schronisku 60 zł na obiad :) Ale co to był za obiad. Żurek i pierogi nigdy nie smakowały tak wspaniale. Dziewczyny wbiły zasłużone pieczątki do książeczek PTTK. Trasę powrotną przemierzaliśmy już o zmroku, a Hania tym razem w większości spędzała czas na plecach taty. I o dziwo nikt nie miał zakwasów dnia następnego.





















































wtorek, 18 listopada 2014

Be nice to the world, please :)


To już drugi raz kiedy mam ogromną przyjemność we współpracy z mamissima.pl w ramach projektu bloggerslovesmamissima pokazać Wam wybrane produkty, które najbardziej przypadły mi do gustu. Nadchodzi czas szczególny, spędzony wśród bliskich, w otoczeniu pięknie przystrojonych domostw. Nie ma się co oszukiwać, dzieci wyczekują jednak nie tylko tego wspólnego czasu, ale prezentów, a my czerpiemy radość z ich radości. Dlatego założeniem tej edycji - bloggers4christmas jest przedstawienie Wam wyborów różnych blogerek, które możecie potraktować jako swoisty przewodnik - prezentownik, ale też okazję zakupową, bo oczywiście każda wybrana rzecz w określonym momencie będzie w promocji.

Zaproszona do wybrania przedświątecznych faworytów prezentowych ze sklepu mamissima.pl nie miałam tym razem żadnych wątpliwości. Postawiłam na dziecięcą klasykę i dobry design. Nie jest tajemnicą, że uwielbiam projekty Ingeli P. Arhenius. Plakat, który wybrałam do pokoju młodszej córki jest nie tylko estetyczny i kolorowy. Zawiera też mądre przesłanie, które okraszone pogodną grafiką, sprawia, że człowiek od razu uśmiecha się wchodząc do dziecięcego pokoju. Właściwie jest jednym z moich ulubionych posterów wydanych przez OMM Design. Dla starszej córki wybrałam pocztówki ze Sztokholmu. To taka trochę sentymentalna podróż w czasie, bo wszystkie miejsca, do których zawitały zwierzątka, Julia zna, a w niektórych także miała robione zdjęcia. Do pocztówek dołączone są koperty, tak by bez trudu można je wysłać, ale według mnie najlepiej spisują się w funkcji dekoracyjnej. Zestaw zawiera 7 pocztówek i tyle samo kopert. Pocztówki zmieniamy jak przysłowiowe rękawiczki w zależności od nastroju dziewczynek, wszak kobiety zmienne są.

















niedziela, 16 listopada 2014

Frozen birhday party


Urodzinowe przyjęcie Hani już za nami. Miniony rok bezkonkurencyjnie należał do disneyowskiej produkcji Kraina Lodu. Po dwóch dniach od kinowego seansu, bodajże w grudniu zeszłego roku, Hania znała teksty wszystkich piosenek. W minionym roku nie było jednego dnia bez odśpiewania choćby fragmentu, pamięta sekwencje filmu i tańca. Motyw przyjęcia został więc wybrany w sposób bardzo naturalny.