piątek, 6 marca 2015

W Kazimierzu Dolnym napotkaj mnie...


Trudno wyobrazić sobie pobyt w Nałęczowie bez choćby chwilowego odwiedzenia Kazimierza. I nawet nie wiem co tak tam ciągnie, bo przecież wcale nie ten dziki brzeg Wisły, bo patrząc na niego nie doznaje jakiś szczególnych wzruszeń i zdecydowanie wolę ten nasz krakowski np. z widokiem na Skałkę. Może to ryneczek, którym niezmiennie się zachwycam. Pierwszy raz był tak opustoszały, że wręcz wymarły. Pierwszy raz mogłam się tak naprawdę poprzyglądać fasadom kamienic, ale mróz i nas zagonił do tawerny na ciepłą strawę. Ale rzeczywiście lubię tam wracać. Ps. Kojarzycie tę piosenkę? Zawsze na samą myśl o Kazimierzu w głowie odtwarza mi się cała kaseta z Dziewczyną Szamana...



































4 komentarze:

  1. to magia, ja też uwielbiam wpaśc do Nałęczowa i Kazimierza.Zagladam tam na wiosnę i jesienią.
    Piękna córcia.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy jeszcze nie byłam ani w Nałęczowie ani w Kazimierzu. Czas nadrobić straty!

    OdpowiedzUsuń
  3. B&W świetne ! ! ! A 6 zdjęcie przypomina słoneczna Italię ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. jeju jak ładnie, klimat urzekający!

    OdpowiedzUsuń