piątek, 21 sierpnia 2015

Bornholm małomiasteczkowo


W miasteczkach na Bornholmie czas się zatrzymał. Pomimo, że z uwagi na swój urok przyciągają turystów, zdecydowanie żyją swoim własnym rytmem. Nie jest powiedziane, że pani kelnerka o 21 nie postanowi zamknąć restauracji a jedyny w okolicy sklep spożywczy zamknięty zostanie punkt 18. Ale na Bornholmie wszystko jest okolicą a ludzie znają się wzajemnie, więc tak naprawdę nic nie stanowi problemu. Dlaczego? Dlatego,że mieszkańcy z natury są życzliwi. O tej ostatniej, mieliśmy okazję się przekonać na własnej skórze, do czego jeszcze wrócę przy okazji opowieści o plaży w Dueodde. Podobno miasteczka Allinge- Sandwig stanowią główny ośrodek wypoczynkowy wyspy. Położone są przepiękne, bo tu klify schodzą wprost do Bałtyku, dla mnie to największy atut ze wszystkich możliwych. Miałam tu wszystko, czasem nawet łza wzruszenia zakręciła mi się w oku. Najpiękniejszemu spacerowi po wyspie poświęcę osobny wpis, a wracając do miasteczek... W tym największym ośrodku turystów była garstka. Czasem radosnym Hej pozdrowiliśmy jakiegoś człowieka. Czasem usłyszałam język polski, trochę częściej niemiecki. A trzeba przyznać, że w malutkich centrach malutkich miasteczek, ludzi było więcej niż na plaży. Dla mnie każde z tych miasteczek wyglądało podobnie, trochę jak z XVII wieku, bo niektóre z nich np. Svaneke zachowało bardzo dużo z tamtej zabudowy. Domki przeważnie o konstrukcji ryglowej pomalowane na ciepłe kolory i otoczone kolorowymi ogródkami wypełnione malwami i różami. Rozsiane są na wąskich uliczkach schodzących w dół do morza. U stóp zbiegających się uliczek przeważnie znajduje się malutka marina, gdzieś z boku wędzarnia, kilka sklepów z pamiątkami oraz rzeczami, w które tchnięto drugie życie. W Svaneke czy Gudhjem znajdziecie także malutkie huty szkła, manufaktury cukierków, czekolady, a w Svaneke nawet lokalny browar. Ponieważ do Svaneke trafiliśmy w sobotę załapaliśmy się na miejscowy targ wokół którego kipiało życie miasteczka. Odwiedziliśmy też jedyną na wyspie 5 kominową wędzarnię, przy której stoją armaty pamiętające wojny ze Szwecją.







































Svaneke zwane zatoką łąbędzią, gdyż to łabędź jest symbolem miasta i góruje nawet na dachu kościoła zamiast krzyża ;)



































6 komentarzy:

  1. Wymarzone miejsce na wyciszenie i odpoczynek ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda, żeby tylko jeszcze z Krk latał tam jakiś samolot i można by ominąć tą przeprawę katamaranem...

      Usuń
  2. totalnie zachwycająco ... nieśpieszny klimat, piękne dziewczynki i te talerzyki :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. prawda ze fajne? :) chciałam sobie kupić ale bałam sie ze przywiozę w kawałkach , kupiliśmy sobie za o plakat z wędzarniami na pamiatkę :) zawsze z wakacji przywozimy sobie z wakacji kalendarz na kolejny rok, no ale tym razem nic nie wpadło nam w oko

      Usuń
  3. Hana skandynawska na wskroś :). Bardzo dziękuję za Twoje kadry i relację, dzięki nim dojrzewam do urlopu tuż za wodą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiec gorąco Cię zachęcam, nasz pobyt przypadł na koniec sezonu turystycznego, w międzyczasie duńskie dzieciaki wróciły do szkoły, ale myslę ze tam jest bardzo przyjemnie nawet w szczycie sezonu, przyjemnie czasem posnuć sie po miasteczkach i posiedzieć w gwarnych kawiarniach, ale spacerując po okolicy człowiek naprawdę odpoczywa i raduje oczy i duszę , gdzie niegdzie pomiedzy miasteczkami zabłąkają się jakieś urokliwe wiatraki w polu, warte uwagi sa ich rotundowe kościoły, choć my nie zobaczyliśmy ani jednego, musimy tam wrócić :)

      Usuń