środa, 18 listopada 2015

Jesienne czytadła


Jesienią się czyta. Parzymy sobie aromatyczne napitka, wygodnie mościmy się na fotelu lub sofie pod kocem w kratkę. Wróć. Zasypiamy po kilku stronach z bezwładnie opadającą głową po całym dniu pracy i "załatwień". Od miesiąca ślęczę nad tą samą książką, tak naprawdę bardzo ciekawą. Nawet pierwszy raz w życiu fragmenty zaczęłam sobie zaznaczać :) Ale książkę dziecięcą czytam każdego dnia, wychodząc z założenia, że to zbrodnia odmówić proszącemu dziecku czytania ( inna sprawa, że leniuszek ciągle nie chce się nauczyć samodzielnego czytania). Entuzjazm Hani gdy wybieramy się do Biblioteki jest autentyczny i zaraźliwy. Do domu przeniosłaby całe półki, gdyby pani bibliotekarka dała jej zielone światło. Ale zawsze wybiera jeden typ książek - te z logo disneya :) Nie ma znaczenia, że często kręcimy się wokół różnych wersji tych samych tytułów. Przykładowo 3 razy pod rząd wypożyczyłyśmy Piotrusia Pana, z czego w jednym rzucie 2 pozycje! :)) Przerobiłyśmy wszystkie księżniczki, Zakochanego Kundla i Pinokia. I nie ważne, że na domowej półce stoi piękny egzemplarz z ilustracjami Innocientiego. Wygrywa Disney. W Bibliotece to zawsze Hania decyduje, czasem podsuwam jej jakiś wartościowy wg mnie tytuł. Na miejscu czytamy kilka krótkich, głównie ilustrowanych książek, których nie ma sensu zabierać do domu. Przy kilku tytułach upewniłam się, że dobrze postąpiłam, nie zamawiając ich z internetowych półek. Choć szanuje wybory książkowe mojej córki, a Disneya uważam już za klasykę, to staram się pokazać jej jak różnorodny jest ten książkowy świat.

Zaczynamy od Muminków. To wybór absolutnie oczywisty. Największa fanka Muminków urodzona w listopadzie.







Książka Dinno Buzzatiego "Słynny najazd niedźwiedzi na Sycylię" skradła nasze serce. Ma kapitalną formę. Proza przeplata się z poezją. Czyta się ją trochę jak scenariusz. Na początku przedstawione są wszystkie występujące postacie i pojawiające się miejsca. Ilustracje opatrzone są komentarzami. Żartobliwie opowiada poważną treść, na końcu jednak doprowadzając co wrażliwsze serduszka do łez. Ale nie sprzedamy Wam treści. Sięgnijcie po nią. Wydana przez Czułego Barbarzyńcę, dostępna w ich kawiarniach i przez stronę.













Adelaide.  Stworzona przez Tomi Ungerera doczekała się wielu nagród. Kupiłyśmy ją już ponad rok temu w Ambelucji, ale pomimo, że jest to angielskie wydanie wracamy do niej często. Treść jest króciutka i bardzo przystępna. Opowieść o kangurce ze skrzydełkmi, która nie bała się podążać za własnymi marzeniami wprost tryska optymizmem.













Skoro już jesteśmy przy lataniu.... pięknego pop-up-owego wydania Małego księcia ( do zobaczenia tu) nic nam nie zastąpi, ale te książeczki "robocze" są fajną pozycją. Wydawnictwo Olesiejuk



Cudowna Broda Szacha to ilustratorska perełka. Idealna przeciwwaga dla wspomnianych wyborów Hani.





I na koniec szał. Kochamy Zakamarki. Najbardziej za to, że dali nam Stinę, Lineę i Piaskowego Wilka. Teraz też za Lassego i Maję z Detektywistycznego biura. To nie była miłość oczywista i od pierwszego słowa. Wydawało mi się nawet, że Hania jest jeszcze za mała na taką treść. Przełom nastąpił po obejrzeniu Sekretów Rodziny von Broms, które dzięki Kino dzieci trafiło do polskich kin nie tylko podczas festiwalu, ale i teraz jest grane w Multikanach. Od niedawna Hania jest Mają, a jej pokój zamienił się w biuro detektywistyczne :)





Tym razem tyle jeśli chodzi o Hanię. A co w listopadzie czyta moja 13 latka? Jest nastrojowo i niełatwo. Ale Ona nigdy nie celowała łatwo. Czasem to ja falstartowałam i podsuwałam jej książki zbyt poważne. Tak było np. z książką Dukaja ( o której tu), którą jak kiedyś wydawało mi się, powinna była przeczytać gdy mieszkaliśmy poza Polską, by zawsze pamiętać w taki dzień jak 13 grudnia o cierpieniach swojej Ojczyzny. Oczywiście był to falstart i książkę wówczas odłożyłyśmy na bok, ale jeśli dobrze pamiętam, to sama z siebie sięgnęła po nią już rok później... Oskara i Pani Róży chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Dla Julii to lektura. Ja już trochę o niej zapomniałam, ale cieszę się, że pojawiła się na nowo w naszym domu.. Gwiazd naszych wina to już wybór samej Julii. Rok temu, w 6 klasie Julia z koleżankami obejrzały film. Opowiadał o parze nastolatków chorych na raka. Happy endu brak, ale życie toczy się dalej... Wiem, że bardzo je poruszył. Teraz Julia sięgnęła po książkę. I choć zna jej fabułę to wiem, że w głowie i sercu nie pozostanie bez echa. "Która to Malala", książkę Renaty Piątkowskiej kupiłam ja. Nie nie przesadziłam tym razem, przeciwnie. Książka polecana jest dla młodszych, ale moim zdaniem to właśnie do dzieciaków takich jak Julia trafia najlepiej, zwłaszcza w obliczu wydarzeń ostatniej tragedii w Paryżu. Do przeczytania, do przemyślenia, dla naszych dzieci, które już niedługo przecież będą kształować ten świat. Bo rozum bez serca nic nie jest wart.















3 komentarze:

  1. Która z pokazanych książek jest tego samego autora co "Tam, gdzie żyją dzikie stwory"? Z pewnością nie "Adelaide" Ungerera, bo "Dzikie stwory" napisał Sendak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz racje pomylili mi sie konkretnie i nawet nie mam nic na swoje usprawiedliwienie 😉

      Usuń
  2. a znany jest Wam Gianni Rodari? I jego, zupełnie inne w klimacie, bajki i opowieści?

    OdpowiedzUsuń