piątek, 29 maja 2015

All about dream


Zadziwiające jak wiele wzorów może przyjąć jedno pomieszczenie, jeden pokój nastolatki. I kiedy tak się, nad tym zastanawiałam to doszłam do wniosku, że właśnie to iż jest to pokój nastolatki przesądza o powodzeniu całej akcji. Baza pokoju mojego przedszkolaka jest minimalistyczna, sprowadza się do 3 kolorów - bieli, czerni i popielu, które muszą zrównoważyć całą gamę kolorowych zabawek i akcesoriów. Przeciwnie pokój Julki to cała feria barw. Jedna ściana w większości pokryta kolorową tapetą z mapą świata od Mr Perswall. Nad biurkiem kolorowy plakat z modnymi króliczkami, nad łóżkiem często grafiki Ingelli P. Arrhenius. Poza standardowym wyposażeniem pokoju uczennicy w pokoju znajduje się antresola i pianino. I kiedy tak o tym pisze może się wydawać, że na 15 m przestrzeni można nabawić się klaustrofobii, to nic bardziej mylnego. W pokoju jest przestrzeń, wzory i kolory nie przytłaczają, a różnorodność motywów pokazuje, że mieszka w tym pokoju osoba pogodna i ciekawa świata. Gdybym miała zaszufladkować pokoje dziewczyn to pokój Hani najbardziej przypomina wystrojem styl francuski, a Julki hiszpański. Efekt wcale nie został osiągnięty w sposób zamierzony, to wypadkowa wielu czynników, aktualnego "podoba mi się" podzielonego przez faktyczne możliwości finansowe i czasowe. Najnowszym nabytkiem w pokoju Julki jest naklejka Chispum. Wypełniła białą przestrzeń nad antresolą i idealnie wpasowała się między półka pełną książek i materacykami w kolorowych pokrowcach. Gdy weszłam do jej pokoju, a ona z herbata siedziała nad i Padem byłam przekonana, że ogląda jakiś film Almodovara, ale nie... jeszcze nie :))))


















Naklejka mimo bogactwa wzoru jest łatwa w instalacji. Po przyklejeniu płaszczyzny z głównym motywem należy tylko pamiętać o odklejeniu przeźroczystej zabezpieczającej powłoki.



















piątek, 22 maja 2015

Pop Art Studio


Pop Art to jeden z lepiej rozpoznawalnych nurtów w sztuce przez dzieci. Nic dziwnego, pełen wyrazistych kolorów, powtórzeń formy a przede wszystkim tak mocno osadzony w rzeczywistości. Pamiętam radość Starszej Cacanej, będącej wówczas w wieku Hani, jaka towarzyszyła jej podczas warsztatów plastycznych organizowanych przez Muzeum Narodowe w Krakowie. Dzieci dostały do ręki 4 kolorowe arkusze bibuły, przeźroczystą foliową koszulkę i flamastry. W sposób intuicyjny stworzyły dzieła do złudzenia przypominające MM Warhola. Kilka lat później będąc z Julią w Moderna Museet w Sztokholmie ta bezbłędnie odgadła, że tapeta w holu jest właśnie jego autorstwa.

Za sprawą kolekcji najnowszej kolekcji Efvva pop art do nas wrócił. Ogarnęło nas myszkomikowe szaleństwo. Butki z uszami mamy wszystkie trzy. Kiedy pojawiłyśmy się w nich Disneylandzie, kilka mam zapytało skąd są, a zainteresowanie wzbudzają do dziś :) Do końca maja nowa kolekcja pozostaje dostępna z 30% upustem. A was zostawiam z genialnymi zdjęciami z sesji zrobionej przez Pinkwings . Uwielbiam je. Tak samo jak chabrową tutu z gorsetem z uszami. To już nie jest zwykłe krawiectwo dziecięce, a haute couture. Tej sukni nie powstydziłaby się sama Carrie Bradshaw.







A wracając do samego stylu... nie mogę nie polecić tematycznych kolorowanek spod szyldu Prestel. Naszą kupiliśmy dawno temu w Sztokolmie, w sklepiku muzealnym, ale znajdziecie ją także w Polsce, na stronach księgarni krakowskiego Muzeum MOCAK (w ogóle polecam przejrzeć ich ofertę, bo mają naprawdę dobry wybór). A zaraz potem koniecznie kliknijcie w ten link -> tate-kids-presents-pop-art



sobota, 16 maja 2015

Paris, Paris, Paris.....


Deszcz był stałym towarzyszem naszych spacerów. A szwędaliśmy się sporo. Dziś kilka kadrów z ulubionego Montmartru, przeszliśmy się znajomymi uliczkami, gdyż to właśnie tam mieszkaliśmy podczas wcześniejszego pobytu. Dużą część tamtego dnia przesiedzieliśmy w kawiarniach, restauracjach i barach, bo choć ten jeden jedyny dzień zapowiadany był jako słoneczny, okazał się jak każdy inny. Jednak największe pompy udało nam się ominąć spędzając czas w muzeach. Właściwie był to wyjazd idealny :)



















































środa, 6 maja 2015

because Paris is always a good idea #part1


Dla obu Cacanych był to pierwszy wyjazd do Paryża. Obie tez wiązały z nim różne nadzieje. Dla Hani największym marzeniem była wizyta w Disneylandzie. Julia o podróży do Paryża marzyła już od lat kilku, a dla mnie jej mamy spełnienie tego marzenia było prawdziwym szczęściem. Często zastanawiam się po kim ta dziewczyna ma charakter, jednak tym razem, chyba doskonale wyczuwałam co się jej spodoba. A zachwycała się tym samym co ja, architektonicznym detalem, kwitnącymi kwiatami, małymi kramikami z warzywami i owocami, rozmową ze sprzedawcą, nie znając francuskiego :)). Wstawała rano po świeże croissanty i bagietkę, pod kurtką mając jeszcze piżamę. Planowała trasy naszych codziennych wędrówek( doskonałą orientację przestrzenną obie Cacane maja akurat po tacie). Wydaje mi się, że 12 lat to wiek idealny na taką podróż. Dzieci posiadają już podstawy znajomości faktów historycznych, wiedzą czym była rewolucja francuska, czy kim był Bonaparte. Rozpoznają najbardziej znane style i nazwiska malarzy, których płótna wiszą we francuskich muzeach i galeriach. Dla nas dorosłych podróżowanie z dziećmi pozwoliło na odkrywanie zupełnie innej strony miasta. Gdy wyjeżdżaliśmy sami staraliśmy się w ciągu dnia zaliczyć jak największą ilość pozycji z przewodnika a wieczorem konsumować i degustować :) Z Cacanymi szwędaliśmy po ogrodach: Luxemburskim czy Tuileries. Zrobiliśmy sobie piknik na krzesełkach. Zaliczyliśmy każdą czynną karuzele i wstąpiliśmy na każdy napotkany plac zabaw jeśli akurat nie lało... Julia z tatą wspięli się na 2 poziom wieży Eiffla, podczas gdy nam rodzicom kilka lat temu nawet do głowy to nie przyszło oczekując w ponad godzinnej kolejce do windy. Oczywiście przeciągnęliśmy dziewczyny po Montmartrze, po Saint Germain des Pres. Hankę zabrałam do Laduree, a Julka na ulicy zajadała się crepes z nutellą i bananami. Sami mieszkaliśmy w bardzo rodzinnej i tętniącej życiem dzielnicy Villiers.

Nasze mieszkanie znalezione przez serwis booking.com będziemy wspominać jako jedno z fajniejszych, ja przepadłam dla jego szklanej ścianki działowej, a klimatu dopełniło kilka starych detali jak pozostałości w parkiecie po kominku wypełnione marmurem, czy vinyle Pink Floydów na regale.