piątek, 29 kwietnia 2016

kwiecień plecień


czas spacerów i nieśpiesznych aktywności, kilogramy zjedzonych pistacji i pełen wachlarz emocji. za nami.
































piątek, 22 kwietnia 2016

Chleb nasz powszedni


W naszym domu niestety niecodzienny, ciągle jeszcze częściej korzystamy z lokalnej piekarni. Ale myślę że osiągnęliśmy kompromis. Dzieci lubią czasem zjeść pieczywo białe, albo bułeczki maślane. Jednak wszyscy lubimy ten - nasz domowy. Za sprawą wypieku chleba do domu wkrada się jakaś magia. Zapach pieczonego ciasta uspokaja, pomiędzy hałaśliwymi domownikami następuje zawieszenie broni, wszyscy starają się mówić spokojniej, automatycznie się do siebie uśmiechamy. Czekamy na ten moment gdy cieplutki chleb będzie można wyciągnąć z pieca, a potem ja dam sygnał, że można już go pokroić i posmarować masłem. To cały rytuał i celebracja. Pierwsza keksówka znika na ogół jeszcze wieczorem. Ta druga wystarcza nam na kolejne 2 dni.

Przepis, którym się dzielę jest idealny. Dostałam go od kolegi z pracy wraz z pierwszym zakwasem. W tym miejscu gorąco chcę podziękować Piotrkowi i jego żonie Monice :) Podane składniki to baza, oczywiście, każdy może "dosmaczać" ciasto według własnych upodobań. Ja do ciasta dodałam trochę pieprzu i chilli a podczas pieczenia położyłam do pieca gałązki rozmarynu, które po upieczeniu wyrzuciłam. Zapach, który wypełniał nasz dom.........



Przepis:

1 szklanka mąki żytniej

1 kg mąki pszennej ( typ 650)

3/4 szklanki otrąb pszennych

3/4 szklanki słonecznika

1/2 szklanki czarnuszki

4 szklanki wody 3 łyżeczki soli

1/6 kostki drożdży

Podstawą jest zakwas.

I. Do uprzednio przygotowanego zakwasu dodajemy 1 szklankę wody i mąki żytniej. Mieszankę pozostawiamy pod przykryciem na conajmniej 8 godzin

II. Łączymy i mieszamy wszystkie pozostałe składniki, Wszystko razem pozostawiamy pod przykryciem na następne 2 godziny.

III. Z wyrośniętego ciasta odkładamy 2 łyżki do słoika, które to będą stanowiły nasz zakwas do dalszych wypieków. Słoiczek można przechowywać w zamrażalniku. Pozostałe wyrośnięte ciasto przekładamy do natłuszczonych olejem keksówek i pozostawiamy do wyrośnięcia na kolejne 1,5 godziny. Piekarnik nagrzewamy do 200 stopni. Pieczemy 1 godzinę, a chleb wyciągamy jeszcze cieplutki z foremek.















poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Forget me not


Spokojne dwa tygodnie za nami. W rodzinnym rytmie wyznaczanym spacerami, przytulasami i słońcem. Teraz z nową energią, lekkim optymizmem powściąganym jednak pokorą, ruszamy do przodu. Ale te dwa minione tygodnie spędzone w domu, były najpiękniejszymi w naszym życiu. Nie do zapomnienia.































wtorek, 12 kwietnia 2016

Think pink! Bo szczęście ma kolor różowy.


Dawno, dawno temu, za górami, za lasami był sobie świat Cacany. Stop. Jest. Trwa. Pamiętacie ostatnie słowa mamy z książki Astrid Lindgren, Patrz Madika, pada śnieg. Ja pamietam o nich zawsze. I trochę o tym dziś, w związku z dużą ilością zapytań o naszą przerwę. Szczerze mówiąc myślałam, że skoro podzieliłam się informacją o operacji Hani po tygodniu na instagramie, to wszystko jasne, ale na fb i mailu nadal pojawiają się pytania. Dziękuje za nie, bo świadczą o szczerym zainteresowaniu. Bodajże od 10 dni jesteśmy w domu, od wspomnianej operacji minęły już ponad 3 tygodnie. Sama operacja była zabiegiem zaplanowanym. Było to drugie podejście do 3 etapu, o pierwszym 2 lata temu pisałam tu. W sumie była to 4 operacja naszego kochanego Serduszka. Przebiegła pomyślnie i bez komplikacji. Nasza Dzielna Dziewczynka jeszcze z bloku operacyjnego wyjechała na własnym oddechu, a potem każda godzina, dzień był krokiem milowym. Jeszcze na intensywnej terapii została nazwaną imieniem jednej ze swoich ulubionych bohaterek Pipi, z uwagi na swoja siłę i odwagę, a z przychodzącą każdego dnia panią fizjoterapeutką odśpiewywały wspólnie podczas ćwiczeń tytułową piosenkę po niemiecku :) Tydzień po operacji dostaliśmy pierwszą 2 godzinną przepustkę poza oddział szpitalny. Zabraliśmy Córeczkę do hotelu dla rodziców, gdzie czekała na nią moc atrakcji - hulajnoga, rowerki biegowe czy huśtawki. Następnego dnia wręczono nam na oddziale kartę do ZOO, a kolejnego dnia zwiedzaliśmy piękną starówkę w Munster. Jechaliśmy tam pełni strachu o życie dziecka, choć wiedzieliśmy, że powierzamy ją w Najlepsze Ręce - Profesora Edwarda Malca i Pani Docent Katarzyny Januszewskiej. Dodatkowo ja sama, pełna ksenofobicznych uprzedzeń, obawiałam się jak to wszystko się potoczy - przecież niemiecki personel na pewno ma dość stałych pobytów polskich rodzin... Otoczeni zostaliśmy wspaniałą i troskliwą opieką. Dziś Młodsza Cacana ma różowe usta i paznokcie.