piątek, 14 września 2018

Greckie Wakacje


Minęły blisko 3 miesiące od naszych greckich wakacji, a ja prawie każdego dnia dostaję od osób, które widziały moją relację na instagramie pytania o nasz hotel. Jak wspominałam w poprzednim poście miały to być takie mini wakacje dodatkowe, spędzone stacjonarnie w jakimś ładnym zakątku, nastawione na leniwe spędzenie czasu nad brzegiem morza i basenem. Z dobrą, łatwo dostępną kuchnią i komfortowym apartamentem. To ostatnie było szczególnie ważne, bo z góry zakładaliśmy, że jedna osoba dorosła średnio przez 3 godziny każdego dnia będzie uziemiona w mieszkaniu, podczas drzemki Lelka. Przedzieranie się przez oferty biur podróży działa na mnie frustrująco. Tak naprawdę znając interesujący nas termin wpisałam tylko ilośc osób, zakreśliłam wyspę i na booking.com, wybrałam miejsce w rozsądnej cenie z najatrakcyjniejszymi zdjęciami hotelu. Przyznacie, że pokoje hotelowe z folderów popularnych biur prezentują się przeważnie wyjątkowo szpetnie. Tak więc wybór na ogół sprowadza się do mniejszego zła. Tym razem znalazłam hotel niemalże idealny. Już następnego dnia na wszystkich swoich social mediach zaczęłam być spamowana ofertami biur na wybrany region. Znalazła się także oferta na nasz hotel, choć gdy udałam się do stacjonarnego przedstawiciela biura, okazało się, że wybrany typ pokoi dla polskiego klienta jest niedostępny!!!! Ponieważ, byłam zainteresowana tylko tym jednym dwupoziomowym apartamentem, a nie żadnym innym, okazało się, że da się tą ofertę zmodyfikować i jeszcze dać rabat, itd. Da się! Wspomniany hotel spełnił wszystkie oczekiwania, położony z dala od zgiełku, choć duży dawał poczucie intymności. Dzieci miały gdzie się wyszaleć, my gdzie wypocząć. Tylko wzrok ludzi gdy Leo zaczynał awanturować się za każdym razem na stołówce..... Nie wiem czy oni będą chcieli tam wrócić, ja osobiście jak najbardziej :) Sea Side I love You!

























































1 komentarz:

  1. Cudny jest ten hotel :) Zastanawiałam się ostatnio jak długo obserwuję (nie lubię tego słowa) Twój blog i przypominałam sobie jak dziewczyny były malutkie. Dzieci nam rosną szybko... mój syn już jest wyższy ode mnie o.o

    OdpowiedzUsuń