piątek, 15 marca 2019

Marakesz - z dziećmi czy bez.


Marakesz, studenckie marzenie. Niezrealizowane w tamtym czasie, potem na długo zapomniane. Jednak zatrzymałam się na etapie kiedy było to marzenie wsród moich znajomych niemalże powszechne. Niedawno spotkałam się jednak z wieloma kontrowersjami na temat tego kierunku. Kiedy wiele miesięcy przed wyjazdem bukowałam bilety lotnicze i miejsce w riadzie z góry założyłam, że jedziemy tylko we dwoje. Po pierwsze brakowało nam takiego czasu, brakowało przespanej nocy, spokojnego przemieszczania się po miedzy knajpkami, beztroskiego wylegiwania się, nie mówiąc o wizycie w hammamie. Jednak bycie mamą na zawsze już zmienia nasz mózg i postrzeganie świata, dlatego nie byłam w stanie odciąć się od refleksji jakby to było gdyby dzieci jednak z nami się wybrały. Jestem mamą trójki, jednak różnice wieku między dziećmi nie pozwalają udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Na podstawie dotychczasowych wpisów blogowych wielu z Was pewnie sądzi, że uważam że dzieci można zabrać wszędzie. I pewnie tak jest, ale czasem zdarza mi się zapytać, ale po co? Oczywiście wiem, dlaczego pokazuje się dzieciom świat, co daje wspólne podróżowanie etc.. Czasem jednak warto zrobić bilans zysku i strat. Marakesz to miasto pełne kontrastu, ale z egzotyką pod kontrolą. Wiele miejsc, żyje tylko z turystów i dla turystów. Już w taksówce kierowca który wiózł nas do naszego riadu udzielił nam kilku lekcji. I nie bez znaczenia było to, że kierowca współpracował z naszym riadem, udzielił nam wielu dobrych wskazówek i w ogóle bardzo fajnie nam się z nim gadało (Słyszałam o współpracy taksówkarzy z drobnymi cwaniaczkami "przejmującymi" klienta zaraz po opuszczeniu auta.) Po pierwsze odwiódł nas od pomysłów wypraw w niektóre miejsca, na przykład obrócił w pył moje wyobrażenie o Cassablance jako mieście romantycznym :))Ale przede wszystkim chyba 100 razy powtórzył, aby nie pozwolić prowadzić się w wybrane miejsca, chętnym do pomocy mężczyznom, nawet jeśli zarzekają się, że to dla nich po drodze i nie chcą za to zapłaty. Już pierwszego dnia mogliśmy zderzyć się z tym zjawiskiem. Marakesz, powstały na styku starożytności i średniowiecza, to miasto wybudowane totalnie bez planu, w kompletnym architektonicznym chaosie. Nasz najlepszy kompan podróży google maps i inne gps'y nie radzą sobie w uliczkach mediny. Oczywiście to jedna z rzeczy, która przesądza o jego uroku, jednak gdy zwiedza się miasto w pierwszych swoich godzinach, może być lekko frustrujące, co natychmiast wychwytują bystre oczy stojących nieopodal mężczyzn. Oni wiedzą lepiej od Ciebie dokąd zmierzasz i co powinieneś zobaczyć! Nie nie wolno dać się zwieść! Największa lekcją pierwszego dnia jest wyćwiczenie asertywności. Oddech, uśmiech i No, Thank You! Powtórzone jednego popołudnia kilkadziesiąt razy. Jeśli zaliczysz te lekcję, zwiedzanie stanie się przyjemnością. Wracając do dzieci. Nasz wyjazd wypadł w październiku, szczerze mówiąc widziałam niewielu rodziców z małymi dziećmi. Tym, których spotkałam współczułam. Wózek na małych kółkach z trudem telepał się po bardzo wąskich uliczkach. Co chwile przejeżdżał skuter wzniecając kłęby kurzu osiadającego na dzieciach, niejednokrotnie ocierając się o pieszych. W samym centrum nie znalazłam żadnego miejsca przyjaznego dzieciom. Starsze dzieci pewnie zachwyciłyby się kolorowymi sukami, pałacami, ogrodami. Z uwagi na serduszko Hani zwracam bardzo uwagę na klimat, wilgotność powietrza. W październiku było bardzo gorąco, ale powietrze nie było wilgotne, ani ciężkie. Hania z pewnością dałaby radę, więc myśle że tym bardziej zdrowym dzieciom klimat by sprzyjał. Jednak mam nieodparte wrażenie, że gdy wieczorem wracalibyśmy razem do riadu, wieczór po prostu by się kończył. Riady oddawane turystom zdecydowanie sprzyjają wypoczynkowi osób dorosłych, myśle, że albo dzieci okrutnie by się nudziły, albo my rodzice musielibyśmy zrezygnować z własnych przyjemności. Zupełnie inaczej rzecz się ma w przypadku nastolatków. Do Marakeszu najczęściej podróżują pary, drugą kategorią jest układ Matka i Córka. To był mój zachwyt i zazdrość. Złapałam się na tym, że wyłapuje z tłumów właśnie takie pary. Prawie zawsze były to Francuzki. Mamy 40 plus i ich nastoletnie córki. Czasem roztrzebiotane, czasem naburmuszone, prawie zawsze przyklejone do telefonu, a jednak w pięknej relacji i podróży z mamami. Chcę tam wrócić z Julką!























































Riad Yasmine, wymarzony. Zdobycie miejsca graniczy z cudem. W styczniu bukowaliśmy go na październik! Przepiękne wnętrza i niepowtarzalna atmosfera.









br>


br>






1 komentarz: